czwartek, 7 maja 2015

De Molen Wal & Schip (Wild Turkey B.A.) - czy piwo leżakowane w beczce zawsze porywa?


Wobec Russian Imperial Stoutu leżakowanego w beczce po bourbonie, w dodatku pochodzącego z tak znanego i szanowanego browaru jak De Molen, można mieć wielkie oczekiwania. Ale jak Wal & Schip ma zachwycać, skoro nie zachwyca?

Nawiązania do przedwojennej powieści spędzającej sen z powiek uczniom liceum nie są w tym wypadku przypadkowe. Zalakowaną buteleczkę otworzyłem akurat na rozpoczęcie swojej pierwszej od wielu lat kampanii w doskonałą, a niemłodą już przecież grę RPG - Wampir Maskarda. W dodatku pierwszej kampanii w tym systemie, którą będę miał okazję prowadzić - do tej pory zawsze siedziałem po drugiej stronie stołu. Swoich graczy rzucę właśnie w schyłkowe czasy międzywojnia, kiedy widmo konfliktu niczym ciemne chmury krąży już nad Europą.

W gry RPG gram, z mniejszymi i większymi przerwami, już od bardzo dawna. Przez lata ekipy się zmieniały, jedni gracze przychodzili, a inni z różnych powodów odchodzili. Obecnie gramy w stałej drużynie już od kilku lat i po bardzo długiej, choć niezwykle satysfakcjonującej kampanii w drugą (i najlepszą) edycję Warhammera, przyszła pora na jakąś odmianę. A więc na mrocznego, poważnego Wampira. Nie mogłem doczekać się rozpoczęcia tej rozgrywki również z innego powodu. W szafie już od dłuższego czasu czekała na mnie bowiem butelka Wal & Schip, którą trzymałem zachowaną na jakąś specjalną okazję.

Niektórzy zapaleni fani RPG mogliby się teraz oburzyć. No bo jak to? Alkohol na sesji RPG? Wielu Mistrzów Gry nie toleruje żadnych napojów wyskokowych na swoich sesjach, twierdząc że rozweseleni gracze nie będą w stanie wczuć się w klimat opowieści. Moje podejście jest zdecydowanie bardziej liberalne. W końcu gry RPG to nie tylko opowieść, ale też rozrywka i spotkanie ze znajomymi. Dlaczego więc nie napić się przy okazji dobrego piwa, które w dodatku wspomoże zdolności improwizacji ;) Co innego gdy ktoś rzeczywiście przesadza, ale w takiej sytuacji wystarczy po prostu przerwać grę i odłożyć ją na inny termin. Kampania zaczeka. 

Wystarczy już tych dygresji. Moim zdaniem nie ma piwa, które tak dobrze pasowałoby do ponurego świata Maskarady i jego gęstej atmosfery, jak potężny, esencjonalny Russian Imperial Stout. W tym przypadku leżakowany w beczce po Wild Turkey, znanym amerykańskim bourbonie. Piwo zamknięte jest w małej butelce, a kapsel chroni warstwa laku, który na szczęście nie stawiał oporów przy zrywaniu. Etykieta zaś jest w charakterystycznym dla De Molen, skrajnie minimalistycznym stylu. To w końcu tylko tabelka ze składem i parametrami piwa oraz dyskretne logo browaru. Nic więcej. Trzeba jednak przyznać, że taki wygląd wyróżnia piwa De Molen na sklepowych półkach, choć również sprawia, że nie znając nazw poszczególnych piw łatwo je ze sobą pomylić.

Wal & Schip prezentuje się jak na styl perfekcyjnie. Piwo jest koloru ciemnobrunatnego, zbliżającego się wręcz do czarnego. Przez chwilę otula je beżowa, dziurawa piana która, jak to w RISach, szybko zanika. Drobne pęcherzyki gazu bardzo powoli suną przez gęsty jak smoła trunek.

W aromacie można wyczuć zdecydowane nuty drewna i wanilii skąpane w mocnym alkoholu. Pojawia się też wyraźny aromat jabłek, a nuty ciemnych słodów, czyli kawa i czekolada, zostały zepchnięte na dalszy plan. Mam wrażenie jakbym wąchał mocno owocową whiskey z wrzuconą do środka pralinką, a nie piwo, które jedynie leżakowało w beczce po destylacie. 

Po takim wstępie spodziewałem się, że również w smaku Wal & Schip alkohol będzie bardzo wyraźny. Moje obawy niestety się potwierdziły, bo to właśnie smak bourbona, obok charakterystycznej, drewnianej "beczkowości" gra pierwsze skrzypce w smaku piwa. Mimo potężnego ekstraktu, ciemne słody nie zdołały zrównoważyć tych aspektów, a czekolada i kawa jedynie pałęta się gdzieś w tle. Finisz jest zaś wyraźnie wytrawny i goryczkowy, przy czym posmak whiskey pozostaje jeszcze na długo w ustach. Mam wrażenie, że smak Wal & Schip jest przechylony zdecydowanie w stronę bourbona, brak w nim złożoności i bogactwa typowego dla stylu. Wraz z niskim nagazowaniem sprawia to wrażenie, że piwo jest mocno alkoholowe, płaskie i zwyczajnie niezbyt ciekawe.

Moje oczekiwania wobec Wal & Schip były spore i nie zostały do końca zaspokojone. Wiele dostępnych na naszym rynku RISów, również z browaru De Molen, naprawdę potrafi zachwycić. To piwo zaś nikogo na kolana nie powali.

środa, 11 marca 2015

Hornbeer Caribbean Rumstout - Morskie opowieści


Kto nie chciałby wsiąść na okręt i z zimnej Polski przenieść się na gorące Karaiby... Niestety nie każdy może sobie na to pozwolić i wtedy pozostaje szukać choćby namiastki tropików. Czy można odnaleźć ją w piwie?

Caribbean Rumstout to dzieło duńskiego browaru Hornbeer, który ma już na swoim koncie wiele uwarzonych piw, w bardzo różnych stylach. Co je łączy to ciekawe etykiety, ozdobione ilustracjami przywodzącymi mi na myśl obrazki z książek dla dzieci. Pełno na nich uśmiechniętych zwierzątek i lekko surrealistycznych, zniekształconych postaci. Na jednej z etykiet znajduje się z kolei... półnagi Władimir Putin ujeżdżający byka. 

Nie Vladimir P wpadł mi jednak w ręce, a Caribbean Rumstout, czyli dość ciekawy imperialny stout o niemałej mocy (alkohol 11%. obj.), co ciekawe dostępny w dużych, półlitrowych butelkach, dla tego stylu będących raczej rzadkością. Nie narzekam jednak, gdyż nadmiar dobrego jeszcze nigdy nikomu chyba nie zaszkodził. Na etykiecie przedstawiony jest pirat, wyraźnie zadowolony okryciem beczki pełnej rumu. 

Już podczas nalewania piwa do szkła, widać że trunek jest gęsty i w kolorze niemal zupełnie czarnym. Szybko otula go beżowa, niezwykle gęsta piana, a z dna unoszą się pęcherzyki, które z wyraźnym oporem, powoli suną ku górze kieliszka.

W aromacie dominuje bardzo wyraźna czekolada i kawa, a także aromat palonych słodów. Jest też nieco słodkiego alkoholu i odrobina wanilii, czyli efektu leżakowania piwa na płatkach dębowych. Wyczułem też nieco rodzynek lub śliwek. Zapach jest więc bardzo przyjemny i złożony, zapowiada naprawdę ciekawy smak, choć zważając na to, że piwo było dość młode, obawiałem się czy alkohol nie będzie w nim zbyt dominujący.

Na szczęście moje obawy były bezpodstawne. Piwo w smaku było bardzo intensywne, skierowane zdecydowanie w stronę ciemnych słodów, przywodzących na myśl słodką, gęstą czekoladę z odrobiną kawy, podlaną sporą dawką mocnego alkoholu. Nagazowanie było bardzo niskie, co mi absolutnie nie przeszkadzało, a słodycz zrównoważona została przez charakterystyczną kwaśność palonych słodów i alkoholową goryczkę, która przyjemnie rozgrzewa przełyk.

Mimo swojej świeżości, Caribbean Rumstout okazał się piwem dość zgrabnie zbalansowanym, a mimo to bardzo ciekawym. Z racji swojego mocnego, słodowego charakteru w sam raz nadaje się na trunek deserowy, a co za tym idzie, półlitrowa butelka spokojnie wystarczy dla dwóch osób.

O dziwo piwo z Hornbeer posmakowało też mojej Dziewczynie, której RISy do tej pory nie do końca odpowiadały. Aż szkoda, że mogłem kupić tylko jedną butelkę, gdyż chętnie jedną zachomikowałbym na dłużej, efekty mogłyby być bardzo ciekawe. Być może w przyszłości mi się to uda, jednak nawet świeży Caribbean Rumstout to w kategorii imperialnych stoutów zdecydowanie dobry wybór.