sobota, 4 lipca 2015

Hevelka - nadmorski festiwal z potencjałem


Swojego festiwalu piwnego doczekał się w końcu Gdańsk. Skorzystałem z okazji, że weekend spędzałem w Trójmieście i na kilka godzin wpadłem na halę AmberExpo. 

Hevelka jest pierwszą imprezą dla fanów piwa w Trójmieście. Głównym sponsorem imprezy był Stary Browar Kościerzyna, który jest tak naprawdę kompleksem na który składają się: hotel, restauracja, centrum konferencyjne, centrum handlowe i oczywiście browar. Kościerski browar promował na festiwalu swoje piwa niefiltrowane: Keller, Pszeniczne i Ciemną 10.

Festiwal odbywał się w dniach 26-27 czerwca (piątek i sobota) w jednej z hal AmberExpo położonej w bezpośrednim sąsiedztwie PGE Areny na gdańskiej Letnicy. Dojazd do miejsca festiwalu zajął kilkanaście minut tramwajem z Dworca Głównego. W związku z tym, że wraz ze znajomymi, również fanami piwa (dziękuję zwłaszcza Michałowi Biandze za pożyczenie aparatu, bez niego ta relacja byłaby o wiele uboższa) wpadłem na festiwal dość późno ominęły nas długie minuty czekania w kolejce. Po uiszczeniu opłaty za bilet (5 zł) weszliśmy do środka. 

Stanowiska browarów ustawiono wokół ścian a na środku poustawiano stoły i ławki do siedzenia. Dzięki temu można było krążyć wokół hali odwiedzając różne stanowiska i łatwo znaleźć miejsce gdzie można usiąść i odpocząć albo w spokoju delektować się piwem. Oprócz browarów na miejscu były także inne atrakcje: można było spróbować suszonej wołowiny z Meat Makers, zobaczyć pokaz mody historycznej, poznać jak wygląda warzenie piwa z zacieraniem słodu i wziąć udział w kilku prelekcjach dotyczących np. degustacji piwa. 


Poznajecie tych dwóch panów? ;)

Browary rzemieślnicze stawiły się licznie. Oprócz niejako "domowego" browaru Brodacz obecne były m. in. Doctor Brew, Nepomucen, Olimp, Perun, Pinta, Profesja, Raduga, Reden i Spirifer. Ciekawostką było na pewno stanowisko Browaru Spółdzielczego w Pucku, który jest pierwszym spółdzielczym browarem w Polsce (a szóstym na świecie). Z dwunastu zatrudnionych tam osób dziesięć to osoby niepełnosprawne. Pracujący w browarze przeszli warsztaty terapii zajęciowej. W 2015 r. browar ma w planach zatrudnić dodatkowo 8 niepełnosprawnych. Na festiwalu swoje miejsce znalazły tez browary regionalne: Amber, Kormoran czy Browar Zamkowy Cieszyn. Spośród zagranicznych gości swoje stanowisko miała rosyjska Baltika. Browary Alchemist, Evil Twinm Mikkeller i inne dostępne były na stanowisku Zaklętych Rewirów.  


Grodziskie 7, 7

Udało mi się spróbować kilku piw w tym dwóch z browaru Nepomucen, który staje się powoli jednym z moich ulubionych browarów. Na początek poszło American Pale Ale - stylowe w smaku, z odpowiednią barwą i aromatem. Nuty nowofalowych chmieli mogłyby być bardziej wyraziste ale i tal było ok. Na drugi ogień poszło Grodziskie 7,7 Blg - czyli takie jakie tradycyjnie warzono. To piwo w poprzedniej wersji próbowałem już na WFP i wtedy bardzo mi smakowało. Teraz było jeszcze lepiej, wędzonka była bardziej wyczuwalna, a mimo to piwo nadal pozostało lekkie. Jak dla mnie rewelacyjne piwo. Następny był kolejny produkt kooperacji browaru Pinta z Brasserie du Pays Flamand - Król Lata/le Roi de l'Ete. Witbier na płatkach owsianych to odważny pomysł. W smaku nie było najgorzej jednak nie jestem pewien czy płatki owsiane spełniły swoje zadanie. Nie załapałem się już niestety na Kwas Beta. Kolejnym spróbowanym piwem był Łan Wheat z browaru Reden - piwo pszeniczne na amerykańskich chmielach było bardzo orzeźwiające i cytusowe. W sam raz na upały. Na koniec spróbowałem Inżyniera od Profesji. Styl rzadko u nas spotykany - dortmunder export - zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Inżynier charakteryzował się nieco większą pełnią niż poprzednie piwa i większą alkoholowością. Akcenty słodowe i chmielowe dobrze zbalansowane.


Heweliusz patrzy czy pijesz dobre piwo

Parę rzeczy można byłoby poprawić. Festiwal był tylko w piątek i sobotę. Fajnie byłoby gdyby przedłużono go o jeszcze jeden dzień. Wiem, że w niedzielę zostają już tylko zlewki i przychodzą w większości rodziny z dziećmi ale może część ludzi rozłożyłaby sobie wizytę na kilka dni i przyszła też w niedzielę. Osobiście prawie przez cały weekend byłem zajęty i udało mi się wygospodarować tylko trzy godziny na Hevelkę ale jeśli festiwal byłby też w niedzielę na pewno wpadłbym. Mogłaby pojawić się też większa liczba browarów rzemieślniczych. Kilku dużych graczy na kraftowym rynku faktycznie brakowało. Ale zapewne organizatorzy popracują nad tym do przyszłego roku. 

Podsumowując Hevelka nie jest jeszcze imprezą tej rangi co Beer Geek Madness czy Warszawski Festiwal Piwa ale ma wszystko aby się taką stać. Początek lata nad morzem to świetny czas na organizację różnych imprez i dobrze, że pojawiają się też imprezy dla beergeeków. Myślę, że przy następnej edycji Hevelka jeszcze bardziej rozwinie swoje skrzydła i pokaże swój pełen potencjał. Trzymam kciuki! 













piątek, 1 maja 2015

Dobre piwo na stadionie? - rzecz o piwach na II edycji WFP


Co jest najważniejsze na piwnym festiwalu? Odpowiedź raczej nikogo nie zaskoczy - piwo! Zobaczmy, co też browary zaserwowały nam podczas II edycji warszawskiego festiwalu.

Wiadomo, że piwo najlepiej spożywa się w przyjemnych, dobrze zorganizowanych okolicznościach. Nieco więcej o technicznej stronie kwietniowej odsłony WFP możecie przeczytać tutaj, a nasze odczucia co do oferty i stanowisk poszczególnych browarów - tu. Przy okazji możecie też zobaczyć kilka zdjęć prezentujących, jak to wszystko wyglądało.

Na stadionie Legii zameldowaliśmy się w piątkowe popołudnie, o godzinie na tyle wczesnej, że do barów nie formowały się jeszcze kolejki. Z miejsca skierowaliśmy się do stanowiska browaru Pinta, który w swojej ofercie miał dwa premierowe i kooperacyjne piwa. Kwas Alfa, uwarzony wspólnie z browarem To Øl może nie zachęcał aromatem ("śmierdzi skarpetą piwowara" stwierdziły arbitralnie dziewczęta), ale w smaku był niezwykle orzeźwiający, z ewidentnym posmakiem kwasku cytrynowego. Princesse de Printemps, będący dzieckiem kooperacji z Brasserie du Pays Flamand, okazało się przyjemnym piwem, lekkim w piciu i o drożdżowo-przyprawowym smaku. Może jedynie zabrakło nieco rześkości.

Po odwiedzeniu Pinty, kierujemy się w stronę świetnego stanowiska browaru Perun w celu spróbowania kolejnej premiery. Po drodze dostaliśmy jeszcze po łyku Nigredo, czyli alchemicznego wywaru wrocławskiego Browaru Stu Mostów. Kojarzycie czekoladki After Eight? No to już wiecie mniej więcej jak smakuje to nietypowe połączenie stoutu i mięty. Co ciekawe nie było to ostatnie piwo z miętą próbowane przez nas na WFP. Wróćmy jednak do premiery PerunaTrzy Zorze to amber ale, na zimno doprawiony polskimi odmianami chmielu, które po raz kolejny pokazują swój potencjał. Piwo pachnie owocami i żywicą, sporo chmielu pojawia się również w smaku, który przecież w bursztynowych ejlach często bywa zdominowany przez słody. 

Po chwili odpoczynku na trybunach, udaliśmy się sprawdzić co też kryje się na najwyższym piętrze festiwalu. Oczywiście znaleźliśmy tam kolejne premiery... No cóż, blogerski obowiązek nakazał sięgnąć po portfel i sprawdzić jak wypadły. Na początek Doctor Brew i Azacca IPA, a więc piwo oparte na eksperymentalnej odmianie chmielu, która wniosła do piwa aromat melona, winogron, ananasa, a więc całej gamy różnych owoców. Szkoda, że niezbyt intensywny i z występującym w tle zapaszkiem puszkowanej kukurydzy. Dużo lepiej, bo bardzo owocowo, jest na szczęście w smaku. 

Na piętrze urządził się również browar Waszczukowe, który wspólnie z będą ostatnio na fali Radugą, uwarzył piwo Wit-amina CH. Połączenie witbiera i IPA ma spory potencjał orzeźwiający, a to piwo doskonale go wykorzystuje. W okolicy swoją premierę miała także Califia, dzieło browaru Trzech KumpliNasze dotychczasowe doświadczenia z tą inicjatywą były delikatnie mówiąc nieudane, ale akurat o tym piwie słyszeliśmy wiele dobrego, więc postanowiliśmy dać kolejną szansę browarowi. West Coast IPA zaskoczyła rześkością i goryczką. Wszystkie składniki były tutaj na miejscu, trzeba przyznać, że to piwo o kalifornijskim rodowodzie wyszło Trzem Kumplom bardzo dobrze. W sam raz, żeby się lekko zresetować i odprężyć przed wyrobami nieco cięższego kalibru.

A na dużo większe działa przyszła właśnie pora. Wraz z wybiciem 19.00 przed stoiskiem Artezana ustawiła się spora kolejka. Nic dziwnego, leżakowany w beczce owsiany stout brzmi bardzo zachęcająco. W Star Cysternie aromat drewna i wanilii mieszał się z wyraźnym zapachem czekolady. Skojarzenie z pralinkami z dodatkiem whiskey nasuwało się samo. Według nas było to jedno z lepszych piw festiwalowych.

Innym, równie świetnym i interesującym piwem, choć przecież w zupełnie innym stylu, był Mandarin z browaru Kingpin. Nazwa wbrew pozorom nie odnosi się do mandarynek, a do dalekiej Azji, skąd pochodzi herbata sencha, będąca dodatkiem do tego mocno chmielowego IPA. W aromacie faktycznie można wyczuć lekki aromat herbaciany, choć dominują w nim owoce cytrusowe i żywica. Herbata daje jednak o sobie znać w goryczce i posmaku, który jednoznacznie kojarzy się z mocnym, esencjonalnym wywarem. Niezwykłe i bardzo udane połączenie.

Kiedy pisaliśmy, że piw z miętą przyjdzie nam jeszcze próbować, chodziło oczywiście o Magic Dragon z browaru Pracownia Piwa. W aromacie pojawiają się również przyprawy, a w smaku nieco porzeczki i ziół. Świetne piwo, bardzo nietypowe i interesujące, a jednocześnie niezwykle przyjemne w piciu. Gdyby tylko było w butelkach kupowalibyśmy na skrzynki. Chcąc spróbować też czegoś nowego skusiliśmy się również na Urodzinowe 2015, hefe-weizena chmielonego Nelson Sauvin. Niemieckie pszeniczniaki nie są na naszej kraftowej scenie zbyt popularne, dlatego tym bardziej warto było spróbować. Trochę obawialiśmy się co narobi tam ten nowozelandzki chmiel (złe wspomnienia po single hopie od Birbanta), jednak piwo było przede wszystkim bananowe - a więc in plus. Przy Pracowni Piwa  pozostaliśmy już z resztą do końca wieczoru - późna pora i stan umysłu nie pozwalały już na degustacje, a piwa z tego browaru świetnie nadają się także do mniej absorbującego picia. No chyba, że jesteś kolegą Łukaszem, który przy tym stanowisku wybór miał zawsze jeden - doskonały Mr Hard. Po kilku kolejnych piwach i długich dyskusjach o nadchodzących wyborach, szybkim krokiem skierowaliśmy się na ostatnie dzienne autobusy.

Po ciężkim poranku przyszła pora na drugi dzień zmagań z rzemieślniczymi piwami. Nie ma to jak zacząć od czegoś lekkiego i orzeźwiającego, a więc na start wybraliśmy dwa grodzisze - Sophia z browaru Olimp, które było klasycznym przedstawicielem tego polskiego stylu, a także Grodziskie uwarzone przez browar Nepomucen. To drugie okazało się być piwem nieco mocniejszym ("aż" 10 BLG) i zdecydowanie bardziej wędzonym. Jak widać nawet w tak lekkim stylu można uwarzyć dwa zupełnie różne piwa.

     

Bardzo intrygowało nas nowe piwo browaru Lubrow. Ten trójmiejski browar restauracyjny nie cieszy się wielką popularnością i piwną ofertą też nie zwala z nóg, więc na WFP postanowili przygotować coś zupełnie nowego - piwo z dodatkiem suszonych liści ostrokrzewu paragwajskiego - czyli yerba mate. Mate Nayerbane to piwo w stylu yerba mate IPA, gdzie nuty "yerbopodobne" są nieźle wyczuwalne. Jak na IPA piwo ma jednak trochę za mało goryczki.

Swoje kroki skierowaliśmy następnie do stanowiska browaru Dukla, z którym do tej pory nie mieliśmy jeszcze okazji się zmierzyć. Wybraliśmy dwa przeciwieństwa: piwo Mała Czarna, a więc cream stout o wyraźnym aromacie i smaku czekolady, palonych słodów i kawy, oraz Bawidamek, imperial IPA o konkretnej goryczce ale też miłej słodyczy poziomek i malin wywodzącej się z chmielu Equinox. Oba piwa były bardzo dobrymi klasycznymi przedstawicielami swoich stylów. Pisząc o Dukli, nie sposób nie wspomnieć o bardzo ładnym stanowisku, przyozdobionym postaciami z genialnych etykiet tego browaru.

A jeśli o stoutach mowa, to nie można zapomnieć o pieprzowym stoucie 5, czyli efekcie kooperacji Pracowni Piwa i poznańskiego Szałpiw. Pieprz faktycznie jest wyczuwalny i nadaje wyraźnie drapiącego, pikantnego posmaku. Na szczęście ostrość nie zdominowała piwa, jest raczej miłym, wyczuwalnym dodatkiem. Z Pracowni piliśmy także Hey Now Saison. Niejeden browar ma mniej piw niż było wersji tego tego jednego wyrobu. Krótko mówiąc - drożdże zrobiły robotę.

     

Czas przenieść się na stanowisko Birbanta, który również (a jakżeby inaczej) oferował sporo nowości. Na pierwszy ogień poszło Old Ale leżakowane z płatkami dębowymi. Łatwo było wyniuchać nuty drewniane, podobnie jak ciemne owoce, głównie śliwki i rodzynki. W smaku piwo przypominało nieco klasyczne barley wine, choć było nieco lżejsze od typowych reprezentantów tego stylu. Niby angielska nuda, ale piło się bardzo dobrze.

Bardzo dziki RIS

Chwila oddechu i ponownie kierujemy się do kolejki, tym razem po Wild Wild East. Jest to RIS kompletnie szalony - z dodatkiem jagód goji (podobno zdrowe, więc mamy wymówkę), przefermentowany zarówno dzikimi drożdżami, jak i bakteriami kwasu mlekowego. RIS to potężny styl, ale w tym przypadku przegrał on w walce z drożdżami, które sprawiły, że piwo nabrało zdecydowanie kwaśnego i dzikiego charakteru. Już w aromacie pojawia się nuta skórzanego paska, wiśni, a nawet odrobinę octu. Piwo w smaku również jest kwaśne i nadspodziewanie lekkie jak na RIS. Kompletnie niewyczuwalny jest również alkohol. Ciekawy trunek, ale zdecydowanie nie dla każdego. Mateuszowi nie zasmakował, a Maciek stwierdził, że więcej niż 0,3 trudno byłoby mu wypić. A kolega Bartosz wypił pół litra i bardzo sobie chwalił.

Po tak mocnych piwach czas na coś lżejszego. Maciek zdecydował się na piwo PanIPAni z browaru Trzech Kumpli. Było warto, bo to wheat IPA okazało się doskonałym wyborem - bardzo orzeźwiającym, o cytrusowym smaku, z lekką kwaśnością piw pszenicznych. Zdecydowanie warte polecenia. 


Na tapetę poszło też piwo z browaru Piwne Podziemie. Browar ten utrzymuje stale bardzo dobry poziom. Tym razem postawiliśmy na coś mniej egzotycznego. Wybór padł na Brown IPA. Jak sama nazwa wskazuje jest to połączenie brown ale i india pale ale. To połączenie bardzo dobrze widać w piwie. Nuty karmelowe dobrze łączą się z owocowością i goryczką stylu IPA. 

W międzyczasie, w ręce wpadła nam również kolejna nowość z Artezana, czyli Mera IPA. Czy kolejne IPA w amerykańskim stylu może czymś zaskoczyć? Ano może, głównie doskonałym zbalansowaniem i świetnym smakiem owoców tropikalnych i cytrusowych. Co do smaku nasz komentarz był zgodny - mango w płynie.

To tym dziewczętom Kwas Alfa pachniał skarpetami :C

Do długiej listy zalet II edycji WFP trzeba dopisać jeszcze jedną. Ogromną różnorodność. My nastawiliśmy się na premiery, ale w czym wybierać miały zarówno koleżanki, które decydowały się na nieco "normalniejsze" i lżejsze piwa, jak i Bartosz - wielki fan wędzonek, barley wine i RISów (a także ponoć jeden z ostatnich gości festiwalu w piątkową noc).

Niestety, w sobotę nie mogliśmy zostać na festiwalu tak długo jak byśmy chcieli. Pustki w portfelu i coraz większe zmęczenie przekonały nas, że pora opuścić stadion Legii. Darowaliśmy sobie także niedzielę, zakładając że będzie to raczej dzień spijania resztek i dobijania rannych. Mieliśmy w ten dzień zresztą zupełnie inne plany, których efekt wkrótce ujrzy światło dzienne. Choć to już zupełnie inna historia...

Każdy bierze piwo i robimy fotkę! A jak już się skończyło?

Podsumowując, również pod względem piwnym II edycja WFP wypadła bardzo korzystnie. Mimo, że skupiliśmy się niemal wyłącznie na premierach i zarówno w piątek, jak i w sobotę doprowadziliśmy się do stanu doskonale korespondującego z nazwą bloga, to i tak nie udało nam się spróbować wszystkiego, co sobie pierwotnie założyliśmy. Po raz pierwszy, ale mamy nadzieję nie ostatni, na stadionie warszawskiej Legii pojawiło się tyle dobrego piwa. My już nie możemy się doczekać października!

środa, 29 kwietnia 2015

WFP II ed. - biegiem przez stoiska


Na Warszawskim Festiwalu Piwa zaprezentował się cały szereg polskich browarów rzemieślniczych. Tych najbardziej znanych i zupełnych debiutantów. Oferty niektórych były bogatsze o premiery. Jak wyglądały stanowiska?

Nie będę się tutaj silił na dokładną ocenę, ale raczej na to jak browary przygotowały się do festiwalu. Trzeba pamiętać, że niektóre z nich były dostępne tylko na stoiskach multitapów lub dostawców piwa. Byliśmy przy większości stanowisk i prawie na każdym było coś ciekawego, przy czym warto było się zatrzymać. 

AleBrowar - premiera Kiss the Beast odbyła się tydzień wcześniej, więc ekipa AleBrowaru nie miała na warszawski festiwal żadnej premiery. Mimo to do stanowiska browaru ustawiały się kolejki. Mnie raczej niczym nie przyciągnął zwłaszcza, że oferta była raczej standardowa.

Artezan - warszawski browar największą popularnością cieszył się podczas premiery, świetnej skądinąd, Star Cysterny. Poza tym w ofercie Artezana również raczej standardowo. Wraz z Artzanem wystawił się też browar Inne Beczki.

Chmielarnia - na stanowisku Chmielarni zagościły piwa browaru Bednary. Jednak o wiele większym zainteresowaniem cieszyły się duńskie Mikkellery. W końcu była okazja posmakować słynnego Blacka czy Schwarzbiera. Nie można również zapomnieć o doskonałej kuchni, znaku rozpoznawczym Chmielarni, która i tym razem znalazła wielu amatorów.

Doctor Brew - stanowisko w zeszłym roku oblegane, teraz cieszyło się mniejszym zainteresowaniem. Nawet pomimo premiery single hopa na eksperymentalnym chmielu Azacca. Pewnie z powodu umiejscowienia na, dość kameralnym, ostatnim piętrze strefy VIP. Być może również monotonna oferta doktorów znudziła się szerszej publiczności. Nawet dziewczyny sprzedające piwo nie był przebrane w stroje pielęgniarek. Smuteczek.

Dukla - debiutant i browar o którym tak naprawdę wiadomo było niewiele. Pewnie to przyciągało wielu ciekawskich. Oferta raczej standardowa, ale ze względu na to, że wcześniej ich piwa były niedostępne, zyskiwała na świeżości.

Kraina Piwa - stanowisko również chętnie odwiedzane, zwłaszcza ze względu na premiery Birbanta, ale nie tylko. Na stanowisku znanej hurtowni można też było posmakować Kingpina, Wrężela i Solipiwko. Taka oferta sprawiła, że beergeekowie nie przechodzili obok Krainy obojętnie.

Lambrate - włoski browar miał całe stanowisko tylko dla siebie. W Polsce nieznany, cieszył się na festiwalu bardzo dużym zainteresowaniem. Tym bardziej, że miał bardzo szeroką ofertę bardzo ciekawych piw, a panowie co jakiś czas głośno intonowali jakąś piosenkę.

Lubrow - trójmiejski browar restauracyjny wzbudzał ciekawość gości festiwalu szczególnie ze względu na piwo z dodatkiem yerba mate (o którym będzie jeszcze w kolejnym wpisie). To właściwie wszystko co miał do zaoferowania - inne piwa z tego browaru raczej nas nie porwały.

Nepomucen - kolejny debiutant - mały browar z Wrocławia. Być może ze względu na fakt, że niewielu o nim słyszało, na początku nie cieszył się tak dużym zainteresowaniem. A szkoda, bo piwa miał całkiem dobre, zwłaszcza Grodziskie. Chyba jednak ludzie przekonali się do niego w trakcie festiwalu, bo później klientów było już więcej.

Olimp - browar ma bardzo szeroką ofertę, a na WFP nie przygotował żadnych nowości. Oczywiście nie mogło tutaj też zabraknąć browaru Wąsosz. Zainteresowanie, zwłaszcza tym pierwszym browarem, było spore. Może to nowości, a może robotę zrobiły fantastyczne etykiety dobrze wyeksponowanych butelek.

Perun - z tym browarem zetknąłem się po raz pierwszy na poprzednim WFP. W tym roku Perun seryjnie wypuszczał nowe piwa i zachęcał premierą - Trzema Zorzami. Poza tym ekipa miała bardzo dobre miejsce - tuż przy wejściu, więc nikt kto wchodził nie mógł ich nie zauważyć.

Pinta - Pinta przygotowała dwie premiery na festiwal, na które hajp pompowała już od jakiegoś czasu. Faktycznie piwa robiły wrażenie i ten, chyba najbardziej znany, browar rzemieślniczy cieszył się dużym zainteresowaniem. Dodatkowo można było u nich kupić ostatnie butelki Imperatora Bałtyckiego z czego wielu chętnie skorzystało. Niestety nie było egzotycznego Taka Haka.

Pracownia Piwa - krakowski browar już niedługo wypuści butelki poza gród Kraka, ale póki co musieliśmy nacieszyć się piwem z nalewaka (jo!). Szeroka oferta, ciekawe, nowe piwa i dodatkowo posiłki z browaru Szałpiw sprawiły, że przed stanowiskiem Pracowni zawsze były kolejki.

Reden - górnośląski browar nie przygotował żadnych premier, przywiózł jednak ze sobą kilka sprawdzonych wyrobów, a także wciąż świeże (choć lekko podwędzone) Banany na Rauszu.

Same Krafty - w ofercie warszawskiego multitapu znalazły się piwa Chmielogrodu, Piwnego Podziemia, Profesji i Trzech Kumpli. Oferta całkiem spora, każdy mógł tutaj znaleźć dla siebie coś miłego. Każdy z tych browarów prezentuje niezły poziom, więc nic dziwnego, że chętnych było sporo. Szkoda, że Same Krafty upchnięto na trzecim poziomie gdzie nie wszystkim chciało się wchodzić i było daleko od trybuny.

Spiskowcy Rozkoszy - kolejny z warszawskich multitapów zaoferował piwa browaru Brodacz, Genius Loci, Raduga, Słodowy Dwór i Waszczukowe. Kolejna bogata oferta, premiera jednak tylko u Radugi. Ale zainteresowanie i tak niemałe. Tutaj też kolejny debiutant - Słodowy Dwór. Niestety nie miałem okazji spróbować ich piwa. Mam nadzieję, że będę mógł to szybko nadrobić.

Browar Stu Mostów - wyróżniał się tym, że ich żółte, jaskrawe logo było łatwo dostrzegalne wśród innych. Główną rolę na ich stanowisku odgrywała oczywiście linia piw Salamander. Zainteresowanie było całkiem spore.

To oczywiście nie wszystkie stoiska. Oprócz nich, swoje miejsce na II edycji WFP znalazł również restauracyjny browar Bierhalle, Browamator który serwował między innymi słynne piwa Anderson Valley i Schlenkerli, Browariat z imponującą ofertą między innymi Camba Bavaria, Partizan Brewing i The Kernel. Był również Filip Merynos prezentujący piwa browaru Faktoria i Haust oraz Jan Olbracht, niestety bez nowych piw. Pojawiła się również również Strefa Piwa, gdzie pierwsze skrzypce grały piwa z browaru Podgórz. 

Na koniec wrzucam trochę zdjęć. Od razu uprzedzam - zdjęcia samego piwa zostawiamy na następny wpis ;).

Półki u Dukli
Ogłoszenie wyników konkursu piw domowych
Kolejna kategoria
i kolejna
Patentujemy nowe szkło
Wszyscy wyróżnieni na płycie. Jest też sztandar rewolucji
Też tak pędziłem na trybuny
A tam peruńskie piwa
Niestety urodziwa Pani z Pinty schowała się za nalewakiem :(
Browar Stu Mostów
Oferta Słodowego Dworu
Perun zwarty i gotowy
Trybuna VIP na Legii - pewnie pierwszy i ostatni raz
Kto w ogóle robi zdjęcia słodu?! Nikt, chyba, że to Weyermann
Na stadionie faktycznie tłumy
Tu Reden, w czym mogę pomóc?
Trzech Kumpli
Te Kinky Ale tylko czekają, żeby je wypić 
Niestety nie było wejścia dla blogerów
Degustuje? ;)
W Pracowni Piwa praca wre!
Podobnie jak przy Lubrowie