sobota, 23 maja 2015

Zdrowy i orzeźwiający napój - test piw grodziskich


Idzie lato, a więc najwyższa pora na porównanie obecnych na rynku piw grodziskich. Ten styl był do niedawna właściwie zapomniany, a dziś zaczyna go warzyć coraz więcej browarów. Mamy więc cztery butelki piwa i cztery interpretacje gatunku. Która okaże się najlepsza? 

Do testu stają w rzędzie - Sophia z browaru Olimp, uwarzona wspólnie z piwowarem domowym Łukaszem Szynkiewiczem, Piotrek z Bagien produkcji rzemieślniczego Jana Olbrachta, prawdziwy weteran czyli Grodziskie 4.0 uwarzone przez browar Pinta, a także recenzowane już Piwo z Grodziska pochodzące z reaktywowanego browaru w Grodzisku Wielkopolskim

Mimo, że grodziskie to styl nie pozwalający na większe szaleństwa, między poszczególnymi piwami istnieją pewne różnice. Piwo z Grodziska charakteryzuje się ekstraktem na poziomie 7,7% wag., podczas gdy interpretacje browarów Olimp i Pinta są odrobinę bardziej ekstraktywne - 7,8% wag. Prawdziwym mocarzem w porównaniu do konkurencji jest zaś Piotrek z Bagien, na którego etykiecie widnieje aż 8% ekstraktu wag. Jedynie Piwo z Grodziska zostało też przefermentowane oryginalnymi drożdżami grodziskimi. Na tym te "szaleństwa" się nie kończą, bo chociaż wszystkie piwa uwarzono ze słodów wędzonych dębem to w składzie Piotrka z Bagien znalazł się też słód pilzneński.


Po nalaniu piwa do szklanek rzucają się w oczy widoczne różnice w wyglądzie każdego piwa. Nieco podobne do siebie są jedynie interpretacje Olimpu i Pinty - jasnozłotej barwy i wyraźnie zmętnione. Na zdjęciach już tego nie widać, ale Grodziskie 4.0 pieniło się dużo ładniej niż Sophia, której piana przypominała nieco mydliny. Kolorem zdecydowanie wyróżnia się Piotrek z Bagien, znacznie ciemniejszy od konkurentów i prawie zupełnie klarowny. Wyglądem przypomina wręcz jakiegoś koncernowego lagera! Oby inaczej było w smaku... Wybija się również Piwo z Grodziska, zdecydowanie jaśniejszej barwy niż pozostałe piwa i o dużo wyższej, trwalszej pianie.

Zgodnie z wytycznymi stylu, grodziskie powinno cechować się aromatami i smakami wędzonymi, dopuszczalny jest też udział chmielu i pszenicznego słodu. Piwo powinno być orzeźwiające, dość wytrawne i goryczkowe. Tyle teoria. A co pokazuje praktyka?

Grodziskie 4.0 charakteryzuje się przyjemnym aromatem wędzonym, przywodzącym na myśl oscypek. W tle pojawia się też nieco ziołowego chmielu i kwaskowe nuty pszeniczne. Po aromacie spodziewałem się więcej wędzonki w smaku, podczas gdy w ustach główną rolę odgrywa zbożowa kwaśność, a nuty dymne zostały zepchnięte na dalszy plan. Mimo to piwo jest smaczne, zdecydowanie wytrawne i orzeźwiające. Podobno wkrótce zostanie jednak zastąpione przez piąte już podejście Pinty do tego stylu, czyli Grodziskie 5.0. Jestem bardzo ciekawy ewentualnych zmian w recepturze i oczywiście efektu końcowego.

W przeciwieństwie do stylowego piwa z browaru Pinta, Piotrek z Bagien był raczej sensoryczną ciekawostką niż godnym reprezentantem gatunku. Nie wiem jakie bagna odwiedzają piwowarzy Jana Olbrachta, ale mogę zaręczyć, że żadne z odwiedzonych przeze mnie nie pachniało masłem. Niestety, Piotrek jest doskonałym przykładem maślanego diacetylu, wyczuwalnego zarówno w smaku jak i aromacie piwa. Drugą nutą są o dziwo zapachy chmielowe, wędzonka i zbożowość jedynie pałętają się gdzieś w tle. Tylko cóż z tego, skoro to duszące masło sprawia, że przyjemności z picia nie ma prawie żadnej.

Piwo z Grodziska miało już swoje pięć minut na blogu, nie ma sensu więc się powtarzać. Skupię się więc na różnicach między tym piwem, a kraftowymi konkurentami. Przede wszystkim piwo jest zdecydowanie delikatniejsze w aromacie i smaku. Wędzonka nie jest aż tak wyraźna, mocniejsze są nuty zbożowe. Wyższe jest również wysycenie piwa. Jest to trzecia butelka Piwa z Grodziska, które piłem i niestety pierwsza w której pojawiła się wyraźna wada - żelazo. Na szczęście nie tak wyraźne jak w niektórych polskich porterach.

Na koniec zostaje Sophia. Piwo ma bardzo przyjemny aromat wędzonej szynki. Wędzonka gra również pierwsze skrzypce w smaku piwa, które wydaje się mniej wytrawne od swoich konkurentów. Jest za to przyjemnie zbożowe i z wyraźną jak na styl, ziołową goryczką. Nie jest też tak mocno nagazowane jak pozostałe piwa. W tym przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie, że najlepsze pomysły to te najprostsze, ponieważ Sophia to smaczne, lekkie piwo, o wyraźnie wędzonym charakterze i sporym potencjale orzeźwiającym. Ujmując to w dwóch słowach - bardzo udane.

Trudno wskazać, które piwo zwyciężyłoby test grodziskich, gdyż wszystkie prezentowały nieco inną interpretację stylu, a wynik byłby zależny w głównej mierze od preferencji smakowych pijącego. Moim zdaniem najlepszym piwem z całej czwórki jest Sophia, z plasującymi się tuż za nim Grodziskim 4.0 i Piwem z Grodziska. Asystujący mi Bartosz wybrałby z kolei Piwo z Grodziska, na drugim miejscu stawiając Sophię, a na trzecim propozycję browaru Pinta. O ile trudno wskazać wygranych, bardzo łatwo wytypować przegranego. Byłby to oczywiście wadliwy, męczący Piotrek z Bagien

środa, 13 maja 2015

Piwo z Grodziska - powrót legendy


Piwo z browaru w Grodzisku Wielkopolskim - swoista legenda rodzimego piwowarstwa i pierwowzór jedynego rdzennie polskiego stylu piwnego, powraca po latach niebytu na rynku. Najwyższa pora sprawdzić czy jest to powrót do życia w prawdziwie wielkim stylu.

Piwa z reaktywowanego browaru w Grodzisku trafiły na razie wyłącznie do popularnej sieci sklepów z zielonym płazem w nazwie i równie często spotykanych sklepików Fresh Market. Przy okazji premiery, która w niektórych miastach nieco się opóźniła, można było zaobserwować zjawisko podobne do efektów ostatniej, "belgijskiej" promocji w Lidlu. Czyli beergeeków wrzucających na portale społecznościowe zapytania o to, w której Żabce można znaleźć nowe Grodziskie, czy opisujących w ilu to już sklepach nie byli w trakcie swoich poszukiwań. Wcale się im nie dziwię, w końcu taki powrót nie zdarza się codziennie, ale tym razem wolałem poczekać aż minie pierwszy szał i na spokojnie ocenić piwo.

A właściwie piwa, bo wraz z klasycznym grodziszem do sklepów trafiło również Bernardyńskie - czyli wersja "imperialna", o ekstrakcie 13 BLG, a także dwa oblicza Piwa Naturalnego - z czerwoną porzeczką i kwiatem bzu. Zwłaszcza te dwie ostatnie propozycje, czyli jakby nie patrzeć piwa z sokiem, wzbudziły sporo kontrowersji. No bo czy godzi się robić z grodziskiego radler? Nie jestem fanem tego rodzaju wynalazków, więc do oceniania zaprosiłem swoją Dziewczynę, która takie słodkie mieszanki lubi.

Wszystkie piwa trafiły do bardzo ładnych, zdobionych butelek o pojemności 400 ml. Etykiety nawiązują do dawnych piw z browaru w Grodzisku i nie ma co ukrywać, że czuć od nich czar PRLu. W tym akurat przypadku nawiązanie do tradycji jest, moim zdaniem, strzałem w dziesiątkę. Niestety, dedykowanym szkłem dysponują jedynie wybrańcy (czyli kilku blogerów, którzy wybrali się na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa), trzeba sobie więc radzić z tym co jest. 

Na pierwszy ogień idzie klasyczny przedstawiciel stylu, a więc Piwo z Grodziska. Po nalaniu do szklanki w oczy rzuca się gruba czapa gęstej piany, która opada bardzo powoli. Uprzedzając nieco fakty napiszę, że nie zdążyła całkowicie zniknąć i do końca towarzyszyła mi przy piciu. Piwo ma bardzo jasną, słomkową barwę i jest nieco zmętnione. Przez płyn ku górze pędzą liczne bąbelki, które świadczą o tym, że grodziskie nie bez powodu nazywane było dawniej polskim szampanem. W aromacie pojawia się trochę wędzonki, która powraca w smaku, choć wydaje mi się że na nienachalnym poziomie, niższym niż w kraftowych interpretacjach stylu. Lekkość, wysokie wysycenie, pszeniczna kwaskowość i całkiem wyraźna goryczka sprawiają, że piwo zniknęło ze szklanki niemal błyskawicznie.

Czas na pierwszego grodzisza z sokiem, a więc Piwo Naturalne o smaku czerwonej porzeczki. Tym razem kolor zbliżony jest do różowego, a piana równie obfita jak w wersji podstawowej, choć nieco szybciej opada. W aromacie faktycznie pojawiają się nuty porzeczkowe, ale także nieco cytrynowej kwaśności. Wędzonka jest na dalszym planie, obecna raczej wyłącznie jako tło dla owoców. Brak natomiast jakichkolwiek aromatów chemicznych, które w radlerach zdarzają się często. W smaku piwo jest dość słodkie, ale pojawia się też nieco kwaśności i cierpkości typowej dla porzeczek. Jako radler - pierwsza klasa. Fani tego "stylu" będą z pewnością zadowoleni, a mojej Dziewczynie piwo bardzo posmakowało.

Kolejnym smakowym grodziszem jest Piwo Naturalne o smaku kwiatu czarnego bzu. Z wyglądu przypomina ono podstawową wersję Grodziskiego, gdyż ma słomkową barwę i jest wyraźnie zmętnione. W aromacie piwa pojawia się cytrynowa kwaśność i nuty kwiatowe, natomiast zapach dymu jest właściwie nieobecny. Co zaskakujące, smak piwa właściwie zupełnie nie koresponduje z "kwaśnym" aromatem, gdyż skłania się wyraźnie w stronę słodyczy, z lekką cierpkością i niską goryczką na finiszu. W przeciwieństwie do aromatu, w smaku pojawia się również nieco więcej wędzonki niż w poprzednimi piwie. Zgodnie stwierdziliśmy, że grodzisz o smaku czerwonej porzeczki wypadł trochę lepiej, choć ten również dobrze sprawdza się jako radler i na głowę bije koncernową konkurencję.

Na zakończenie pozostało najmocniejsze piwo z całej czwórki, "imperialna" czy też "podwójna" wersja Piwa z Grodziska, czyli Bernardyńskie. Również wieńczy je gruba warstwa białej, puszystej piany, a w kolorze jest nieco ciemniejsze od swojego lżejszego wcielenia. W aromacie pojawia się znacznie więcej zbożowych akcentów słodowych współgrających z wyczuwalną nutą wędzoną. Obawiałem się, że to wzmocnione piwo będzie pełne, słodowe, a przez to mniej rześkie i zbliżone w smaku do eurolagerów. Na szczęście pszeniczna kwaskowość oraz wyraźna goryczka sprawiają, że Bernardyńskie również jest bardzo orzeźwiające i szybko znika ze szklanki. Szkoda tylko, że w smaku wędzonka została niemal całkowicie stłumiona i pojawia się zaledwie na granicy autosugestii.

Nie będzie chyba szczególną niespodzianką, jeśli powiem że spośród wszystkich czterech propozycji najbardziej odpowiada mi Piwo z Grodziska, a więc klasyczna wersja stylu. Całkiem nieźle wypadają też piwa owocowe, które są po prostu smaczne i moim zdaniem dużo lepsze od koncernowych radlerów. Bernardyńskie z kolei aż prosi się o mocniejszy udział słodów wędzonych. Reaktywowany browar całkiem nieźle poradził sobie więc z zadaniem ponownego ożywienia grodziskiego. Czy lepiej niż browary rzemieślnicze? Cóż, tu konieczne będzie bezpośrednie porównanie. 

środa, 1 kwietnia 2015

Raport o stanie kraftu #3


Mówi się, że do trzech razy sztuka, a więc pora na trzeci już raport na temat piw powracających, stale obecnych w sklepach lub wcześniej próbowanych przeze mnie w wersji beczkowej lub butelkowej. 

Na sklepowe półki powróciły niedawno dwa piwa, które swego czasu zrobiły sporo zamieszania. Mowa oczywiście o Kinky Ale uwarzonym ponownie przez Doctor Brew przy znaczącym udziale chmielu Equinox, a także o potężnym piwie Winchester, które zeszłej jesieni miażdżyło kubki smakowe potężnym chmieleniem i fantastyczną, grejpfrutową goryczką. Tradycyjnie będzie też i Pinta. W dwóch, jakże odmiennych, odsłonach - jasnej i niezwykle lekkiej (Grodziskie) oraz czarnej niczym smoła (Lublin to Dublin).

Kinky Ale - Doctor Brew



Już się obawiałem, że na nową odsłonę Kinky Ale będziemy musieli czekać tak długo jak Janusz Korwin-Mikke na wygrane wybory. Czyli bardzo, bardzo długo. Na szczęście, po wielu miesiącach, odmiana chmielu Equinox wreszcie dotarła do Polski, a następnie do gabinetu piwnych doktorów, którzy zajęli się nią odpowiednio. Na skutek kuracji powstało niezwykle aromatyczne piwo z wyraźną goryczą i zdecydowanie owocowym smakiem. Gdybym miał jednym słowem określić zapach i smak Kinky Ale, musiałbym powiedzieć, że są one... różowe. Kojarzą mi się z dojrzałymi jabłkami, malinami, słodką brzoskwinią i pieprzem, którym doprawiono tę owocową sałatkę. Pewnym zgrzytem jest tylko dość długa, zalegająca w ustach goryczka. Ten mały zgrzyt nie przesłania jednak faktu, że zdecydowanie warto było czekać.

Winchester - Faktoria



W październiku zeszłego roku Winchester wypalił i narobił niezłego zamieszania. Piwo szybko zyskało bardzo dobre opinie wśród konsumentów, a blogerzy piali z zachwytu, że wreszcie pojawiło się polskie imperialne IPA na światowym poziomie. Chcąc nie chcąc do tego chórku się przyłączyłem i niecierpliwie oczekiwałem na nową warkę Winchestera. Ta okazała się niezwykle smaczna i dorównująca poziomem poprzedniej, genialnej odsłonie. W aromacie nie brakuje potężnej dawki chmielu, a landrynkowa słodowość, choć wyczuwalna, nie wybija się ponad cytrusy i tropikalne owoce. W smaku przeszkadzał mi nieco wyraźny posmak alkoholowy, którego nie jest w stanie przykryć nawet bardzo konkretna, grejpfrutowo-pestkowa goryczka. Mimo tego, drobnego, mankamentu to wciąż jedno z lepszych double IPA na naszym rynku. Nieprzesadnie słodkie, przyjemnie wytrawne i bardzo wyraźnie goryczkowe. Oby tak dalej!

Grodziskie 4.0 - Pinta



Grodziskie to styl, który ma pewnie tylu zwolenników, co przeciwników. Złośliwcy twierdzą, że piwa w tym gatunku smakują jak woda po kiełbasie i zapewne coś w tym jest - w końcu jest to styl niezwykle lekki, charakteryzujący się niezbyt intensywnym aromatem wędzonych słodów, lekko przypominających zapach dymionej wędliny. Ja jednak zwracam uwagę również na inne aspekty Grodziskiego - przede wszystkim niezwykłe właściwości orzeźwiające. Piwo to sprawdza się świetnie w miesiącach letnich, jak również jako niezbyt wymagający napój do posiłku. Grodziskie z browaru Pinta wypiłem ostatnio właśnie do obiadu, pasowało świetnie. 

Lublin to Dublin - Pinta & O'Hara's



Sporo czasu minęło od premiery Lublin to Dublin, więc chętnie ponownie sięgnąłem po to piwo. Dotychczas próbowałem go zarówno w wersji lanej, jak i butelkowej i zawsze było warte swojej, wyższej niż polska średnia, ceny. Tym razem również tak było. O ile w aromacie mamy tradycyjny stout - aromatyczną kawę, czekoladki i nuty palone, to właśnie smak jest tym co decyduje o wyjątkowości tego piwa. Nie zawsze tak dobrze udaje się połączyć niezwykłą złożoność i pełnię smaku, z lekkością, aksamitnością i przyjemnością picia. Mam też wrażenie, że piwo z czasem zyskało na ułożeniu. Pozycja wręcz obowiązkowa dla miłośników stoutów.

W tej odsłonie raportu pojawiły się piwa, które udowodniły już swój poziom i wyrobiły sobie solidną markę. Szczególnie dobrą formę trzyma ubiegłoroczny hit - Kinky Ale, o intrygującym aromacie i orzeźwiającym smaku. Winchester to również bardzo dobry wybór, i którzy nie próbowali go jesienią z pewnością będą zachwyceni, a ci którzy mieli już o szczęście na pewno się nie zawiodą. Grodziskie 4.0 to z kolei piwo dość specyficzne. Warto jednak dać szansę temu rdzennie polskiemu stylowi, moim zdaniem są sytuacje, w których sprawdza się bardzo dobrze. Co do efektu kooperacji o zasięgu międzynarodowym, czyli Lublin to Dublin - jeśli spotkacie je jeszcze na półce, możecie brać bez wahania.