sobota, 25 lipca 2015

Czy w Warszawie wolno pić piwo nad Wisłą?

fot. Robert Parma (na licencji CC)

Kwestia zakazu picia alkoholu nad Wisłą, zwłaszcza na bulwarach wiślanych, jest od dłuższego czasu przedmiotem ożywionej dyskusji. Oto mój, poparty analizą kilku przepisów, głos w tej sprawie.

W ciepłe, letnie wieczory nad Wisłą pojawiają się prawdziwe tłumy ludzi, którzy chcą odpocząć nad rzeką. Na praskiej stronie rzeki rozpalane są grille i ogniska, a na schodkach po drugiej stronie wody czasem trudno jest znaleźć wolne miejsce. Wielu nad Wisłę zabiera ze sobą piwo, wino lub inny alkohol i to właśnie staje się przyczyną problemów. Bo o ile wszyscy wiedzą, że na miejskich plażach pić wolno, tak już spożywanie alkoholu na bulwarach wiślanych może się skończyć i nierzadko kończy się mandatem.

Dlaczego tak jest? Podstawą prawną, którą stosuje policja i straż miejska jest Ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Co prawda ten akt prawny powstał w najmroczniejszych czasach stanu wojennego, ale interesujący nas przepis, art. 14 ust. 2a, zakazujący "spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w parkach, z wyjątkiem miejsc przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach sprzedaży tych napojów" został wprowadzony dopiero nowelizacją z roku... 2001! Sporo wcześniej, bo już w 1996 roku wprowadzono za to ust. 6 tego artykułu, stanowiący że: "w innych niewymienionych miejscach, obiektach lub na określonych obszarach gminy, ze względu na ich charakter, rada gminy może wprowadzić czasowy lub stały zakaz sprzedaży, podawania, spożywania oraz wnoszenia napojów alkoholowych".

Zajmijmy się na początek ustępem 2a. Jak widać, ustawa wcale nie zakazuje spożywania alkoholu w miejscach publicznych, a jedynie na ulicach, placach i parkach. W tym przypadku, określenie "miejsce publiczne" pozostaje (podobnie z resztą jak "cisza nocna") terminem stosowanym potocznie, a nie występującym w treści aktu prawnego. W przypadku nadwiślańskiego bulwaru kłopotem jest interpretacja słowa "ulica", którego ustawa po prostu nie definiuje. Pozostaje sięgnąć do innych aktów prawnych. Pewnych informacji może dostarczyć na przykład Ustawa o drogach publicznych, która definiuje ulicę jako drogę na terenie zabudowy lub przeznaczonym do zabudowy zgodnie z przepisami o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, w której ciągu może być zlokalizowane torowisko tramwajowe. 

Cóż, ta definicja niewiele wyjaśnia, prawda? Jest w niej jednak zawarte określenie "droga", które możemy odnaleźć w Ustawie o ruchu drogowym. Stanowi ona, że drogą jest wydzielony pas terenu składający się z jezdni, pobocza, chodnika, drogi dla pieszych lub drogi dla rowerów, łącznie z torowiskiem pojazdów szynowych znajdującym się w obrębie tego pasa, przeznaczony do ruchu lub postoju pojazdów, ruchu pieszych, jazdy wierzchem lub pędzenia zwierząt. Tutaj sytuacja jest już nieco jaśniejsza i to właśnie ta ustawa jest podstawą do uznawania bulwarów wiślanych za część ulicy, na której spożywać alkoholu nie wolno. Ponoć policja przy interpretacji bulwaru jako ulicy podpiera się również internetowym słownikiem. Dobitnie to świadczy o polskich służbach mundurowych.

Jest to jednak interpretacja dość wątpliwa - bulwary ciągną się bowiem dobrych kilka metrów poniżej jezdni, a i ich funkcja wyraźnie odróżnia się od roli standardowego chodnika, co w mojej opinii powinno przesądzać o ich całkowitej odrębności od jakiejkolwiek ulicy. Niestety, mimo poszukiwań nie odnalazłem żadnych komentarzy lub orzeczeń sądowych, które mógłbym w tym temacie przywołać, pozostaje więc zdać się na zdrowy rozsądek. 

fot. Aktron/Wikimedia Commons (na licencji CC)

Pozostaje jeszcze kwestia art. 14 ust. 6 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który nadaje gminom uprawnienie, między innymi, do wprowadzania czasowych lub stałych zakazów spożywania alkoholu w określonych miejscach i obszarach. Na szczęście nie jest to kwestia istotna w przypadku Warszawy - nie istnieje żaden akt prawa miejscowego, który regulowałby obszary czy miejsca gdzie spożywanie alkoholu jest zakazane. Z tego powodu, w Warszawie pić piwo można choćby na dziedzińcu kamienicy czy na klatce schodowej. Warto również wskazać, że ustawa zezwala radzie gminy na wprowadzenie takiego zakazu jedynie ze względu na szczególny charakter danego obszaru lub miejsca, gminy nie mają więc prawa wprowadzać zakazów nazbyt ogólnych albo nie wynikających z charakteru określonego miejsca. Ogólnie rzecz biorąc, w orzecznictwie sądów administracyjnych widać wyraźną tendencję do ograniczania swobody gmin w ustanawianiu miejsc i sytuacji, gdzie i kiedy spożywanie alkoholu jest zakazane.

Przepisy powodujące całe zamieszanie już znamy, pora na artykuł będący bezpośrednią przyczyną karania mandatem picia piwa na nadwiślańskich bulwarach. Zgodnie z art. 43(1) ust. 1 ustawy "Kto spożywa napoje alkoholowe wbrew zakazom określonym w art. 14 ust. 1 i 2a-6 albo nabywa lub spożywa napoje alkoholowe w miejscach nielegalnej sprzedaży, albo spożywa napoje alkoholowe przyniesione przez siebie lub inną osobę w miejscach wyznaczonych do ich sprzedaży lub podawania, podlega karze grzywny". Ponadto ust. 2 nakazuje karać również usiłowanie popełnienia tego wykroczenia, co jest normą o tyle dziwną, co powodującą w praktyce niemało sporów. Czym bowiem owo "usiłowanie" jest? Nie sposób ocenić nie znając konkretnej sytuacji.

Na koniec kilka moich wniosków i przemyśleń. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że picie alkoholu na bulwarach wiślanych (i nie tylko) nie czyni nikomu żadnej krzywdy i nie powinno być uznawane za wykroczenie. Budynki mieszkalne są położone ładny kawałek od bulwarów, hałas więc nie powinien być tutaj argumentem. Co więcej, nad Wisłą zlokalizowanych jest też kilka legalnie działających klubów, puszczających muzykę o poziomie głośności zdecydowanie większym niż jest w stanie wygenerować nawet duża grupa rozmawiających ludzi. Bezsens tego zakazu jest tym większy, że legalnie pić alkohol można nie tylko po drugiej stronie rzeki, ale i na terenach lewobrzeżnej Warszawy poza samym centrum miasta. Prohibicja w tym właśnie rejonie jest więc zupełnie bezcelowa. 

Uważam ponadto, największym problemem ze spożywaniem alkoholu nad Wisłą nie jest sam fakt jego spożywania, a śmiecenie, hałas czy bójki, które można przecież wyeliminować bez tworzenia strefy zakazu picia napojów procentowych. Z moich obserwacji wynika również, że praktyka często odbiega od literalnego brzmienia przepisów - zwłaszcza gdy na bulwarach zgromadzi się prawdziwy tłum, policyjne patrole ignorują pijących alkohol i interweniują jedynie w przypadkach łamania innych przepisów. Dobrze by było, gdyby nie zależało to jedynie od dobrej woli funkcjonariuszy, a wynikało z przepisów jasnych, wyraźnych i nie pozwalających na naciągane interpretacje.

wtorek, 2 czerwca 2015

Hoppiness Beer & Food - Pracownia Piwa atakuje Chmielną!


Tempo powstawania nowych multitapów w Warszawie jest coraz większe. Zaledwie dwa tygodnie temu Maciek był w Jabeerwocky, a już w ostatni weekend swe podwoje otworzył Hoppiness Beer & Food - pierwszy patronacki lokal Pracowni Piwa.

Nowy multitap jest usytuowany na Chmielnej - ulicy, która chyba jak żadna inna pasuje do tego typu lokali - i nie chodzi tylko o nazwę. ;) Najbardziej lanserską ulicą Warszawy przewijają się codziennie tłumy, a w weekend ulica tętni życiem, ludzie spotykają się w okolicznych knajpach i klubach. W tamtej okolicy brakowało tylko dobrego multitapu. Teraz i ten problem został rozwiązany.

Do Hoppiness skierowałem się już o 19 aby zająć jak najlepsze miejsce. Na miejscu spotkałem się z nieocenionym towarzyszem naszych piwnych eskapad Łukaszem, który swoimi zdjęciami ma również wkład w tą relację. Ale co z lokalem? Wystrój sprawia wrażenie bardzo ciepłego i komfortowego miejsca. Wnętrze jest utrzymane w różnych odcieniach brązu - koloru Pracowni Piwa. Wielkie logo browaru jest zresztą umieszczone na jednej ze ścian. Samo logo multitapu jest zresztą nieco podobne do loga krakowskiego browaru. Jak się dowiedziałem, za logo lokalu odpowiada znany grafik Miłosz Lodowski.

Hoppiness dysponuje dwunastoma kranami - sześć z nich jest zarezerwowanych na stałe dla Pracowni Piwa, a na pozostałych będzie można znaleźć piwa z innych browarów rzemieślniczych zarówno z kraju jak i z zagranicy. Oprócz tego Hoppiness proponuje ciekawe menu przygotowane przez znanego z polskiej edycji programu Top Chef, szefa kuchni Marcina Jabłońskiego. O 20 to właśnie on powitał gości. Przedstawił całą ekipę lokalu i zachęcił do spróbowania nie tylko piwa. Jak powiedział, wszystkie potrawy w menu zawierają w sobie jakiś składnik piwa - słód, chmiel lub drożdże. Faktycznie w menu można znaleźć np. rybę macerowaną granulatem chmielowym. Na otwarcie przygotował prawdziwą niespodziankę - lody piwne mrożone ciekłym azotem, przygotowane na bazie piwa Hey Now. Szef kuchni mroził lody przy gościach i trzeba przyznać, że wyglądało to bardzo spektakularnie. Lody były bardzo smaczne - mocno kremowe a w smaku czuć było nutkę karmelu. Jak na pierwsze zetknięcie z kuchnią molekularną było bardzo interesująco.

Przejdźmy w końcu do samego piwa. Pracownia Piwa przygotowała na otwarcie lokalu przedpremierową beczkę swego nowego piwa Krakowski Spleen - session IPA na chmielu Galaxy. Piwo było ciemne nawet jak na india pale ale w smaku nie było nic do zarzucenia - dobra goryczka i wysoka pijalność sprawiły, źe piwo szybko zniknęło. Cóż, kolejne udane piwo od Pracowni. Tego wieczoru spróbowałem jeszcze dość niespodziewanie zapowiedzianego Funky Cherry z browaru Szałpiw. Wiśnia nie dominowała w smaku, a kwaśność była dobrze wyważona. Wszystko bardzo dobrze ze sobą współgrało. Wypiłem też Dwa Smoki z Pracowni, które również wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Oczywiście na otwarciu nie mogło zabraknąć reprezentacji pracowni w osobie Marka Bakalarskiego. 

Tak podobało mi się w Hoppiness, że zawitałem tam też następnego dnia, w niedzielne popołudnie. W tak gorący czas na warsztat poszły Big Chmielowski (Pracownia Piwa), Otwarcie Sezonu (Trzech Kumpli) i Berserker (Kingpin). W związku z tym, że ludzi było trochę mniej był też czas na krótką pogawędkę z barmanami. Oczywiście w Hoppiness odbywać się będą kraftowe imprezy w tym wszystkie premiery Pracowni. 

Podsumowując, wrażenia z nowego multitapu jak najbardziej pozytywne. Dobrze, że w centrum Warszawy powstają kolejne ciekawe piwne miejsca, umiejscowione nie tylko w zagłębiu piwnym przy ul. Parkingowej i Nowogrodzkiej. Dla mnie osobistym plusem jest fakt, że od siebie mam do Hoppiness trzy kroki. Coś mi się wydaje, że będę tam częstym gościem ;) Lokal polecam bez wątpienia wszystkim piwnym geekom oraz tym, którzy o piwie chcieliby się dowiedzieć czegoś nowego. Również smakosze znajdą tu coś dla siebie. Do zobaczenia w Hoppiness!







środa, 29 kwietnia 2015

WFP II ed. - biegiem przez stoiska


Na Warszawskim Festiwalu Piwa zaprezentował się cały szereg polskich browarów rzemieślniczych. Tych najbardziej znanych i zupełnych debiutantów. Oferty niektórych były bogatsze o premiery. Jak wyglądały stanowiska?

Nie będę się tutaj silił na dokładną ocenę, ale raczej na to jak browary przygotowały się do festiwalu. Trzeba pamiętać, że niektóre z nich były dostępne tylko na stoiskach multitapów lub dostawców piwa. Byliśmy przy większości stanowisk i prawie na każdym było coś ciekawego, przy czym warto było się zatrzymać. 

AleBrowar - premiera Kiss the Beast odbyła się tydzień wcześniej, więc ekipa AleBrowaru nie miała na warszawski festiwal żadnej premiery. Mimo to do stanowiska browaru ustawiały się kolejki. Mnie raczej niczym nie przyciągnął zwłaszcza, że oferta była raczej standardowa.

Artezan - warszawski browar największą popularnością cieszył się podczas premiery, świetnej skądinąd, Star Cysterny. Poza tym w ofercie Artezana również raczej standardowo. Wraz z Artzanem wystawił się też browar Inne Beczki.

Chmielarnia - na stanowisku Chmielarni zagościły piwa browaru Bednary. Jednak o wiele większym zainteresowaniem cieszyły się duńskie Mikkellery. W końcu była okazja posmakować słynnego Blacka czy Schwarzbiera. Nie można również zapomnieć o doskonałej kuchni, znaku rozpoznawczym Chmielarni, która i tym razem znalazła wielu amatorów.

Doctor Brew - stanowisko w zeszłym roku oblegane, teraz cieszyło się mniejszym zainteresowaniem. Nawet pomimo premiery single hopa na eksperymentalnym chmielu Azacca. Pewnie z powodu umiejscowienia na, dość kameralnym, ostatnim piętrze strefy VIP. Być może również monotonna oferta doktorów znudziła się szerszej publiczności. Nawet dziewczyny sprzedające piwo nie był przebrane w stroje pielęgniarek. Smuteczek.

Dukla - debiutant i browar o którym tak naprawdę wiadomo było niewiele. Pewnie to przyciągało wielu ciekawskich. Oferta raczej standardowa, ale ze względu na to, że wcześniej ich piwa były niedostępne, zyskiwała na świeżości.

Kraina Piwa - stanowisko również chętnie odwiedzane, zwłaszcza ze względu na premiery Birbanta, ale nie tylko. Na stanowisku znanej hurtowni można też było posmakować Kingpina, Wrężela i Solipiwko. Taka oferta sprawiła, że beergeekowie nie przechodzili obok Krainy obojętnie.

Lambrate - włoski browar miał całe stanowisko tylko dla siebie. W Polsce nieznany, cieszył się na festiwalu bardzo dużym zainteresowaniem. Tym bardziej, że miał bardzo szeroką ofertę bardzo ciekawych piw, a panowie co jakiś czas głośno intonowali jakąś piosenkę.

Lubrow - trójmiejski browar restauracyjny wzbudzał ciekawość gości festiwalu szczególnie ze względu na piwo z dodatkiem yerba mate (o którym będzie jeszcze w kolejnym wpisie). To właściwie wszystko co miał do zaoferowania - inne piwa z tego browaru raczej nas nie porwały.

Nepomucen - kolejny debiutant - mały browar z Wrocławia. Być może ze względu na fakt, że niewielu o nim słyszało, na początku nie cieszył się tak dużym zainteresowaniem. A szkoda, bo piwa miał całkiem dobre, zwłaszcza Grodziskie. Chyba jednak ludzie przekonali się do niego w trakcie festiwalu, bo później klientów było już więcej.

Olimp - browar ma bardzo szeroką ofertę, a na WFP nie przygotował żadnych nowości. Oczywiście nie mogło tutaj też zabraknąć browaru Wąsosz. Zainteresowanie, zwłaszcza tym pierwszym browarem, było spore. Może to nowości, a może robotę zrobiły fantastyczne etykiety dobrze wyeksponowanych butelek.

Perun - z tym browarem zetknąłem się po raz pierwszy na poprzednim WFP. W tym roku Perun seryjnie wypuszczał nowe piwa i zachęcał premierą - Trzema Zorzami. Poza tym ekipa miała bardzo dobre miejsce - tuż przy wejściu, więc nikt kto wchodził nie mógł ich nie zauważyć.

Pinta - Pinta przygotowała dwie premiery na festiwal, na które hajp pompowała już od jakiegoś czasu. Faktycznie piwa robiły wrażenie i ten, chyba najbardziej znany, browar rzemieślniczy cieszył się dużym zainteresowaniem. Dodatkowo można było u nich kupić ostatnie butelki Imperatora Bałtyckiego z czego wielu chętnie skorzystało. Niestety nie było egzotycznego Taka Haka.

Pracownia Piwa - krakowski browar już niedługo wypuści butelki poza gród Kraka, ale póki co musieliśmy nacieszyć się piwem z nalewaka (jo!). Szeroka oferta, ciekawe, nowe piwa i dodatkowo posiłki z browaru Szałpiw sprawiły, że przed stanowiskiem Pracowni zawsze były kolejki.

Reden - górnośląski browar nie przygotował żadnych premier, przywiózł jednak ze sobą kilka sprawdzonych wyrobów, a także wciąż świeże (choć lekko podwędzone) Banany na Rauszu.

Same Krafty - w ofercie warszawskiego multitapu znalazły się piwa Chmielogrodu, Piwnego Podziemia, Profesji i Trzech Kumpli. Oferta całkiem spora, każdy mógł tutaj znaleźć dla siebie coś miłego. Każdy z tych browarów prezentuje niezły poziom, więc nic dziwnego, że chętnych było sporo. Szkoda, że Same Krafty upchnięto na trzecim poziomie gdzie nie wszystkim chciało się wchodzić i było daleko od trybuny.

Spiskowcy Rozkoszy - kolejny z warszawskich multitapów zaoferował piwa browaru Brodacz, Genius Loci, Raduga, Słodowy Dwór i Waszczukowe. Kolejna bogata oferta, premiera jednak tylko u Radugi. Ale zainteresowanie i tak niemałe. Tutaj też kolejny debiutant - Słodowy Dwór. Niestety nie miałem okazji spróbować ich piwa. Mam nadzieję, że będę mógł to szybko nadrobić.

Browar Stu Mostów - wyróżniał się tym, że ich żółte, jaskrawe logo było łatwo dostrzegalne wśród innych. Główną rolę na ich stanowisku odgrywała oczywiście linia piw Salamander. Zainteresowanie było całkiem spore.

To oczywiście nie wszystkie stoiska. Oprócz nich, swoje miejsce na II edycji WFP znalazł również restauracyjny browar Bierhalle, Browamator który serwował między innymi słynne piwa Anderson Valley i Schlenkerli, Browariat z imponującą ofertą między innymi Camba Bavaria, Partizan Brewing i The Kernel. Był również Filip Merynos prezentujący piwa browaru Faktoria i Haust oraz Jan Olbracht, niestety bez nowych piw. Pojawiła się również również Strefa Piwa, gdzie pierwsze skrzypce grały piwa z browaru Podgórz. 

Na koniec wrzucam trochę zdjęć. Od razu uprzedzam - zdjęcia samego piwa zostawiamy na następny wpis ;).

Półki u Dukli
Ogłoszenie wyników konkursu piw domowych
Kolejna kategoria
i kolejna
Patentujemy nowe szkło
Wszyscy wyróżnieni na płycie. Jest też sztandar rewolucji
Też tak pędziłem na trybuny
A tam peruńskie piwa
Niestety urodziwa Pani z Pinty schowała się za nalewakiem :(
Browar Stu Mostów
Oferta Słodowego Dworu
Perun zwarty i gotowy
Trybuna VIP na Legii - pewnie pierwszy i ostatni raz
Kto w ogóle robi zdjęcia słodu?! Nikt, chyba, że to Weyermann
Na stadionie faktycznie tłumy
Tu Reden, w czym mogę pomóc?
Trzech Kumpli
Te Kinky Ale tylko czekają, żeby je wypić 
Niestety nie było wejścia dla blogerów
Degustuje? ;)
W Pracowni Piwa praca wre!
Podobnie jak przy Lubrowie

niedziela, 22 lutego 2015

PINTA I'm so horny! - premiera

Piwem I'm so horny rozpoczęła się PINTA Miesiąca, czyli ambitne przedsięwzięcie browaru od którego piwna rewolucja w Polsce właściwie się zaczęła. 

Założeniem całej akcji jest prezentowanie nowego piwa Pinty w drugiej połowie każdego miesiąca - od lutego aż do grudnia. Piwa mają powstawać w niewielkich ilościach i trafiać wyłącznie do beczek, które następnie zostaną podpięte w wybranych knajpach w całym kraju. Uwarzone piwa mają stanowić ciekawostki i eksperymenty, często będą również owocem kooperacji z innymi podmiotami, niekoniecznie browarami.


Pierwszym piwem zaprezentowanym jako PINTA Miesiąca był espresso lager o uroczej nazwie I'm so horny. Piwo powstało we współpracy z palarnią kawy Coffee Proficiency i stanowi na naszym rynku piwnym pewną nowość. Do tej pory powstawało wiele kawowych stoutów, lecz jeszcze nikt chyba nie zdecydował się na uwarzenie kawowego lagera.






Premiera piwa odbyła się w sobotni wieczór, 21 lutego, w znanym i lubianym warszawskim multitapie Kufle i Kapsle. Pojawiła się oczywiście ekipa Pinty i Coffee Proficiency, nie mogło zabraknąć i mnie! I'm so horny stanowiło spore zaskoczenie. Po pierwsze nie jest to jasne, lekkie piwo, a ciemny, intensywny lager o wysokim ekstrakcie - aż 18% wag. Skutek tego jest taki, że w aromacie świeżo zmielona kawa stanowi jedynie tło dla zapachu ciemnych słodów, jednak to jej udział w smaku jest najważniejszy! A smak I'm so horny jest niezwykły i tak intensywny, że aż nieporównywalny z innymi piwami "kawowymi". Co ciekawe, to kawa nadaje też temu piwu specyficznej goryczki. Mimo dość wysokiego poziomu alkoholu (6,7% obj.) jest on właściwie niewyczuwalny.


Główny bohater wieczoru
Na miejscu, oprócz nowego piwa, istniała również możliwość spróbowania innych piw browaru Pinta aromatyzowanych różnymi odmianami kaw. Niestety nie załapałem się na bardzo oczekiwane Grodziskie, ale miałem okazję spróbować Ataku Chmielu i Czarnej Dziury wzbogaconych ziarnami kawy pochodzącymi z Kostaryki. Zwłaszcza Czarna Dziura pachniała i smakowała wyśmienicie, a kawowy aromat wspaniale współgrał z ciemnym piwem. Fantastyczny pomysł i baza dla własnych eksperymentów ;) 

Aromatyzowany Atak Chmielu...

....i Czarna Dziura!

Beer in the jar ;)



I'm so horny z pewnością zawróci w głowach miłośnikom dobrego piwa i wyśmienitej kawy, oby więcej takich eksperymentów na naszym rynku! Jestem bardzo ciekawy jakie to piwa szykuje dla nas Pinta w kolejnych miesiącach, zwłaszcza że ponoć propozycje, które wzbudzą największe emocje mają szansę pojawić się na większą skalę, również w wersji butelkowej.

sobota, 20 grudnia 2014

Piwna Sprawa - kran wzięty!

Czwartek 18 grudnia to nie tylko otwarcie Samych Kraftów. To też dzień, kiedy w bielańskiej Piwnej Sprawie władzę niepodzielnie przejęła Pracownia Piwa. Wyroby tego browaru lały się z sześciu kranów, z czego aż cztery stanowiły premiery.

Cztery degustacje to jednak sporo, zwłaszcza po krótkiej, ale owocnej wizycie w Samych Kraftach. Gonił mnie też czas, a rano musiałem wstać dość wcześnie, dlatego wybrałem dwa piwa, które najbardziej mnie interesowały. Początkowo miało być to Smoked Cracow HO HO HO, czyli świąteczna wersja grodziskiego, a także Hoppy New Year w stylu AIPA. Zachęcony świetnymi rekomendacjami innych klientów, to drugie piwo zastąpiłem jednak Dori II, czyli belgian blond ale uwarzonym przez Pracownię Piwa wraz z Dorotą Chrapek (Grand Champion 2010).


Ale zanim przejdziemy do piw, trochę o samej Piwnej Sprawie, w której sporo zmieniło się od mojej ostatniej relacji. Pojawiły się klimatyczne dekoracje i wymalowane na ścianie logo. Jako, że zbliżają się Święta, znalazło się też miejsce na trochę bożonarodzeniowych gadżetów. Lodówka stoi już wypełniona polskimi i zagranicznymi piwami, jest więc z czego wybierać. Ekipa Piwnej Sprawy dba także o poczęstunek. Na premierze Too Young To Be Herod zostaliśmy uraczeni pomarańczami i gorzką czekoladą, a tym razem na talerzykach mieliśmy oscypki i pieczywo. Miło? Pewnie, że tak!


Na pierwszy ogień poszła świąteczna interpretacja grodziskiego. To bardzo lekki styl, wyróżniający się niewielką ilością alkoholu, wędzonym aromatem i orzeźwiającym charakterem. Dzięki temu jest świetny latem, na przykład wieczorem po ciężkim i upalnym dniu. Czy jednak sprawdzi się dobrze w Święta? Do tej wersji dosypano owoców - suszonych jabłek i moreli, wędzonych śliwek i rodzynek. Brzmi jak kompot z suszu? Takie było też moje pierwsze skojarzenie, czyli powinno być jak najbardziej świątecznie. Tylko, że ja kompotu z suszu nie cierpię ;)

Na szczęście wszystko zostało dodane we właściwych proporcjach i owoce w tym piwie nie dominują. Wręcz przeciwnie, ich udział odznacza się zwłaszcza w aromacie oraz posmaku i fajnie komponuje z typowym dla grodziskiego orzeźwieniem. 

To piwo z pewnością nie przekona do grodziskiego osób, dla których piwa w tym stylu kojarzą się z wodą po kiełbasie. Jeśli jednak nie masz takich uprzedzeń, Smoked Cracow HO HO HO jest wartą spróbowania ciekawostką.


Dori II zbierało świetne oceny gości Piwnej Sprawy. Wcale im się nie dziwię. Zobaczcie choćby wspaniały kolor tego piwa i pięknie krążkującą pianę, czyż ten widok nie jest smakowity? ;)

W zapachu jest bardzo przyjemnie, a główną rolę grają owoce i biszkopty. Smak początkowo także jest dość słodki, jednak bardzo dobrze skontrowany przyjemną goryczką. W efekcie Dori II nie jest wcale "ulepkiem", a piwem dobrze zbalansowanym i bardzo pijalnym.

Z piw dostępnych na kranach Piwnej Sprawy próbowałem także Nr 3, czyli kolejnego efektu współpracy Pracowni Piwa i browaru Szałpiw. W przeciwieństwie do poprzednika (Nr 2 niestety nie udało mi się dostać), to piwo oceniam bardzo dobrze. Zostało ono uwarzone w stylu Dubbel IPA i moim zdaniem, świetnie łączy typowe dla piw belgijskich akcenty owocowe i przyprawowe, z aromatem amerykańskich chmieli i dość wysoką, ale bardzo przyjemną goryczką. Nie jest to pełnoprawna recenzja, gdyż miałem okazję wypić tylko dawkę "degustacyjną", ale chętnie wrócę do tego piwa w większej pojemności ;)

Wielka szkoda, że do Piwnej Sprawy mogłem wpaść tylko z krótką wizytą i nie miałem okazji spróbować pozostałych wyrobów Pracowni Piwa. Za to bardzo mnie cieszy, że to świetne miejsce wciąż się rozwija i organizuje tak ciekawe inicjatywy. Tak trzymać!

Same Krafty - krany na starówce


Do Warszawy przyjechałem już ponad pięć lat temu i do tej pory bardzo rzadko odwiedzałem tutejszą starówkę. Czasem jakiś spacer, czasem przyjazd dalszej rodziny, ale nigdy nie miałem motywacji żeby zaglądać do tutejszych knajp. Starówka kojarzyła mi się raczej z niezbyt ciekawymi miejscami i wysokimi cenami. To się jednak zmieniło.

Zmieniło się wraz z otwarciem 18 grudnia multitapu Same Krafty, usytuowanego na ulicy Nowomiejskiej 10, a więc właściwie w samym sercu starówki. Odnaleźć lokal nie jest trudno - do wejścia zachęcają wystawione na zewnątrz krany, w dodatku z etykietami dostępnych piw. Niestety nic z nich nalać sobie nie można ;)


W środku wszystko wygląda naprawdę ładnie, a wnętrze jest jasne i dość przestronne w porównaniu do innych multitapów. Jest gdzie usiąść większą grupą, można też rozlokować się przy barze, słowem czego dusza zapragnie. Na osobną wzmiankę zasługuje świetna tablica, która zdecydowanie wybija się ponad multitapowy standard czarnej tablicy zapisanej kredą. Wygląda super i jest dobrze widoczna dla klientów, choć w razie konieczności zmiany piwa będzie chyba wymagać sporo akrobacji.


Na otwarcie przygotowano wiele naprawdę ciekawych piw i to w cenach, które nie przewyższały warszawskiego standardu. Wybierać można z dziesięciu kranów, a także z lodówek, w których znalazły się piwa nie tylko z Polski ale i z zagranicy. Myślę, że wybór był na tyle duży, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Świetnym pomysłem było wypełnienie jednej z półek naszym skarbem piwnym - porterami bałtyckimi. Zwłaszcza, że to przecież starówka, czyli miejsce na co dzień pełne zagranicznych turystów, wśród których można promować polskie piwowarstwo.


Ja skusiłem się na premierowe piwo browaru Spirifer - Haka, czyli rye IPA nachmielone nowozelandzką odmianą Kohatu. O ile poprzednie piwa tego browaru nie zrobiły na mnie większego wrażenia, tak Haka mogę z czystym sumieniem polecić. Skusiłem się też na Oyster Kiss, czyli ostrygowy stout Piwnego Podziemia. Nigdy wcześniej nie próbowałem tego stylu i muszę przyznać, że ten delikatny, mineralny i słony posmak robi spore wrażenie. 

Oprócz piwa, Same Krafty oferują też jedzenie. Do wyboru są nie tylko typowe przekąski, ale też burgery czy pizza. Miałem okazję spróbować naprawdę dobrego burgera i to w rozmiarze, który dał radę zaspokoić mój nieposkromiony głód na mięso. Podczas otwarcia największy szał zrobiły jednak kiszone orzechy własnej roboty. Brzmi niewiarygodnie ale były naprawdę pyszne! 

Oyster Kiss z browaru Piwne Podziemie
Dla tych co piwa pić nie mogą bądź nie lubią (choć moim zdaniem takich osób nie ma, są tylko takie które właściwego piwa jeszcze nie poznały ;)) jest cydr i napoje bezalkoholowe. Nikt więc nie powinien czuć się pokrzywdzony.

Na otwarciu pojawił się też słynny i tajemniczy pils za 3 złote ;)
Niestety, tego wieczora musiałem opuścić Same Krafty dość szybko. Czwartek to niby mały piątek, ale jednak obowiązki wzywały, a w planach miałem jeszcze krótką wizytę w Piwnej Sprawie (napiszę i o niej, obiecuję!). 

Sądzę, że Same Krafty mają szansę odnieść spory sukces. Lokalizacja, ciekawe menu, świetny wybór piw i dobre ceny to elementy, które sprawiają że jest to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia. Ja z pewnością pojawię się tam jeszcze nie raz!