poniedziałek, 29 czerwca 2015

Perun/Behemoth Profanum - nie taki diabeł straszny


Sacrum i Profanum. Dwie odrębne, nieprzenikające się sfery ludzkiego życia. A od niedawna również dwa piwa uwarzone przez browar Perun dla metalowego zespołu Behemoth. Zagłębiliśmy się już w aspekt Sacrum, najwyższa pora sprawdzić, co kryje w sobie Profanum.

Kilka słów o genezie współpracy browaru Perun i Behemotha, a także innych przykładów piwno - muzycznych aliansów, napisałem przy okazji recenzowania, bardzo dobrego swoją drogą, piwa Sacrum. Tym razem bez zbędnego przedłużania przejdę więc do oceny mroczniejszego wcielenia tej intrygującej kooperacji.     

Piwo już w butelce prezentuje się świetnie, co w dużej mierze jest zasługą bardzo ładnej etykiety. Nawet kapsel pasuje kolorystycznie, zarówno do naklejki jak i do barwy samego piwa. A wspominając o piwie - jest ono nieprzejrzyście czarne ("czarne jak dupa szatana" powiedziałby Nergal), z brunatnymi przebłyskami. Piana bardzo szybko opadła do zaledwie cienkiego kożuszka.

Pod względem aromatu piwo nie odbiega od kanonów black IPA. Są tu cytrusowe nuty chmielowe, które zdecydowanie wybijają się na pierwszy plan, jest czekolada, nie brakuje również zapachów typowych dla słodów palonych.  

     
     
Natomiast po wzięciu pierwszego łyka, piwo okazuje się być dość zaskakujące. Przede wszystkim jest bardzo lekkie, może nawet nieco wodniste. Cóż, 13% ekstraktu wag. robi swoje. W pierwszej chwili trochę się zawiodłem, bo liczyłem raczej na uderzenie chmielu i paloności z najniższego kręgu piekieł, tymczasem Profanum jest łagodne niczym jasełkowy diabełek. Ale kiedy już przełamałem swoje opory wynikające z przyzwyczajenia do bardziej ekstraktywnych i intensywnych czarnych IPA, stwierdziłem że w sumie pije mi się Profanum bardzo dobrze. A piwo szybko zniknęło z kieliszka.

Główną rolę w smaku Profanum grają ciemne słody, w tym przypadku kojarzące mi się z gorzką czekoladą i kakao w proszku. Dobrze wyczuwalna jest również nuta przypominająca prażone ziarna słonecznika, a pochodząca z użycia słodów palonych. Chmiel pozostaje w tle, wzbogacając bukiet o smaki owoców tropikalnych i pomarańczy. Goryczka jest delikatna, co nawet pasuje do koncepcji całości. Wysycenie jest również niezbyt wysokie.

Za podsumowanie doskonale posłuży fakt, że piwo wypiłem zdecydowanie szybciej niż pisałem ten wpis. Czyli bardzo szybko. Profanum to bardzo smaczna black IPA w wersji "light", która powinna posmakować nie tylko piwnym geekom ale też profanom, którzy z piwem rzemieślniczym nie mają na co dzień do czynienia.

wtorek, 19 maja 2015

Perun/Behemoth Sacrum - Piwo & Rock'n'roll


Perun warzy piwo dla Behemotha. Taka wiadomość obiegła niedawno wszystkie social media od Instagrama po Facebook wywołując dreszczyk emocji u wszystkich fanów ciężkiego grania i dobrego piwa. Jak wypadła ta piwno-muzyczna kooperacja? I czy jest to ewenement na skalę światową?

Moda na piwa sygnowane nazwami zespołów muzycznych to trend, który na dobre zadomowił się w Polsce dopiero w ostatnich miesiącach. Mowa oczywiście o piwach specjalnie warzonych dla danej ekipy, a nie o opatrzeniu standardowego wyrobu browaru nową etykietą. Przykładem tego drugiego podejścia jest choćby Alkopoligamia, które okazuje się być zwykłym Lubuskim z browaru Witnica. Podobnie jest z piwem punkowego zespołu KSU, które po dokładniejszym zbadaniu okazuje się standardowym lagerem warzonym przez browar w Raciborzu. Poza kwestią przebieranek - zarówno hip hop, jak i punk rock kojarzą mi się raczej z innymi używkami niż piwo. No ale kto bogatemu zabroni.

Pierwszą zapowiedzią nowego trendu było uwarzenie przez śląski browar Reden piwa dla zespołu southern metalowego J. D. Overdrive. American IPA o nazwie The Kindest of Ales pojawiło się na sklepowych półkach 10 kwietnia. Od tego czasu na rynek trafiło już choćby piwo uwarzone dla hip hopowego składu Pokahontaz oraz słynnego, rockowego Big Cyca. Produkcją zajęły się odpowiednio browary Kraftwerk i Piwna.

Cudze chwalicie...


źródło: http://www.brandsforfans.se/

Warto jednak zauważyć, że na świecie ten trend nie jest wcale niczym nowym. Całkiem popularne i dość łatwo dostępne jest choćby piwo Trooper, warzone dla heavy metalowej legendy Iron Maiden przez Robinsons brewery. Piwa sygnowane swoją nazwą mają też takie sławy jak AC/DC, Motorhead, Status Quo czy Pearl Jam, a trunek dla tego ostatniego uwarzył znany browar Dogfish Head. Ale nie tylko największe gwiazdy decydują się na współpracę z browarami. Przykładem może być choćby fenomenalny, szwedzki Ghost, dla którego piwo Grale wyprodukował browar Nils Oscar z Nyköping.

Ze światem rzemieślniczego piwa wiele wspólnego ma metalowy zespół Mastodon. Można zaryzykować nawet twierdzenie, że trudno byłoby wskazać ekipę ściślej związaną z szeroko pojętym kraftem. Oto dowody. Mastodon na swoim koncie dwa sygnowane piwa: Black Tongue - Double Black IPA uwarzone przez (nomen omen) Signature Brew, oraz The Hunter czyli lagera w niemieckim stylu wyprodukowanego przez Mahrs-Brau. Ponadto muzyka zespołu została użyta w reklamach słynnego Mikkellera.

Browarem, który na współpracy z metalowymi wykonawcami zjadł zęby i zapewnił sobie specjalne miejsce w piekle, jest amerykański Three Floyds Brewing Company. Na jego koncie są piwa dla takich ekip jak choćby High on Fire, Pelican, Eyehategod, Municipal Waste czy Pig Destroyer. Można by się spodziewać, że podobnie jak w przypadku piw sygnowanych przez te największe gwiazdy rock'n'rolla, są to w najlepszym przypadku przeciętne piwa, sprzedające się tylko dzięki oddaniu fanów danego wykonawcy. Nic bardziej mylnego! Permanent Funeral, uwarzone dla grindcore'owego Pig Destroyer, ma na portalu ratebeer.com bliską ideału ocenę 100/99. Tylko odrobinę niżej plasuje się piwo Toxic Revolution thrash metalowego Municipal Waste ocenione na 98/99 punktów.

Swego nie znacie!


Wróćmy jednak do kraju nad Wisłą i pochylmy się bliżej nad piwem uwarzonym dla Behemotha. Trudno nie zwrócić uwagi, że jest to ogromny sukces oraz szansa dla browaru. Wystarczy wejść na Facebooka i porównać ilość polubień Peruna i pomorskiej hordy, albo poczytać komentarze jej fanów pochodzących z krajów zachodniej hemisfery, żądnych tego piwa niczym dziewiczej krwi. Ekipa Nergala to jeden z najbardziej popularnych, o ile nie najpopularniejszy, polski zespół muzyczny na świecie, nic więc dziwnego, że piwo Peruna ma szansę trafić nie tylko to beer geeków, ale i tych fanów ciężkiego grania w kraju i za granicą, którzy do tej pory tkwili w koncernowym matriksie. 

     

Etykieta piwa jest po prostu fantastyczna, a połączenie symboliki płyt Behemotha i charakterystycznego stylu Peruna udało się znakomicie. Dużo dobrego można powiedzieć także o wyglądzie piwa. Jest ono trudnej do określenia, miedziano-złotej barwy, a wieńczy je biała, niczym nie zbrukana, dość gęsta piana, która powoli opada do pierścienia okalającego ścianki szkła.

W pierwszej chwili w aromacie dominuje belgijska strona piwa, a więc aromat gruszek, brzoskwiń, przypraw korzennych i pieprzu. W miarę jak piwo ogrzewa się, do głosu dochodzą chmielowe nuty owoców tropikalnych, winogron i malin (obstawiam, że odpowiada za to chmiel Equinox). Piwo pachnie słodko i zdecydowanie zachęca zapachem do spożycia.

Smak również przechyla się w stronę owocowej słodyczy, zarówno tej chmielowej jak i typowej dla piw belgijskich. Czego tutaj nie ma! Brzoskwinie, słodkie pomarańcze, mango, ananas i maliny tworzą smakowite połączenie. Pojawia się również karmel i słodowa zbożowość, które stanowią jednak wyłącznie tło dla owocowych smaków chmielu i drożdży. Aby nie było aż za słodko, na finiszu pojawia się bardzo przyjemny akcent korzenny i pikantno-pieprzowy. Goryczka jest grejpfrutowa, wyraźna i przyjemnie kontrująca słodycz smaku, ale nie dominująca piwa. Wysycenie jest z kolei na tyle niskie, aby cieszyć się wszystkimi niuansami trunku.

Pierwsze dziecko kooperacji Behemotha i Peruna to piwo niezwykle udane, złożone i ciekawe, a mimo to zbalansowane i bardzo przystępne. Jestem przekonany, że browarowi udała się niełatwa sztuka uwarzenia piwa, które posmakuje zarówno piwnym laikom, jak i krytycznym znawcom. Nie mogę już doczekać się kolejnego piwa tej niecodziennej spółki. Black IPA Profanum zawita na półki sklepowe już w połowie czerwca, a jesienią możemy spodziewać się limitowanego piwa Heretyk. Czyżby RIS? 

piątek, 3 kwietnia 2015

Perun Złoty Strzał - goryczką po twarzy


Browar Perun prezentuje piwo, którego nazwa nie ma nic wspólnego z prastarymi słowiańskimi wierzeniami? To musi być coś specjalnego! I jest, ponieważ Złoty Strzał to już dziesiąte piwo w dorobku tego browaru, który w związku z tym świętuje mały jubileusz.

Tym razem nie ma więc nawiązań do dawnych bóstw, wierzeń i przesądów. Dla porządku napiszę jedynie, że "złoty strzał" to określenie śmiertelnego przedawkowania narkotyków, zarówno świadomego, w celach samobójczych, jak i przypadkowego. Swego czasu rozmawiałem z Adamem Czogallą, piwowarem Peruna (zostało to nawet nagrane w ramach projektu Hoppy News) i nazwa nie oznacza bynajmniej, że najnowsze piwo Peruna ma być dla kogokolwiek piwem ostatnim. Do tego imperialnego IPA dosypano natomiast ponoć tak dużo chmielu, że przeciętny człowiek mógłby takiej dawki nie przeżyć ;)

Zgodnie z opisem piwo ma mieć około 100 IBU, czyli faktycznie niemało, zwłaszcza, że zostało nachmielone na goryczkę polską odmianą Iunga, która wnosi do piwa dużo wyraźnej, acz krótkotrwałej goryczy. Tyle teorii, czas na praktykę.

Butelka została ozdobiona etykietą w charakterystycznym dla Peruna stylu. Sądząc po jej wyglądzie, chyba definitywnie zakończyły się problemy tego browaru z odklejającym się i rozrywającym papierem. Zwieńczeniem jest firmowy kapsel, który wciąż jest rzadkością jeśli spojrzymy na półkę z wyrobami polskich rzemieślników.

Piwo ma kolor ciemnopomarańczowy i jest wyraźnie zmętnione. Piana niespecjalnie chce się budować i bardzo szybko opada do wysokości krążka dzielnie trzymającego się ścianek szkła. Z kieliszka unosi się aromat owoców tropikalnych, słodkich pomarańczy, żywicy, ziół, ale też karmelu i zboża. W porównaniu do innych imperialnych wersji IPA, zapach nie jest jednak szczególnie intensywny, co troszkę rozczarowuje, zważając na deklaracje o potężnym nachmieleniu piwa.

Chmielu nie brakuje na szczęście w smaku. W pierwszej chwili wydaje się, że piwo będzie słodkie, w specyficzny dla stylu, brzoskwiniowo-karmelowy sposób. Nie jestem szczególnym fanem słodkich Imperial IPA, więc z zadowoleniem przyjąłem pojawienie się po kilku sekundach grejpfrutowej wytrawności, a następnie potężnej goryczki. A może raczej goryczy, bo kiedy piszę "potężnej", mam na myśli naprawdę ekstremalne uderzenie naszej rodzimej Iungi. Mimo tej mocy, gorycz jest krótka i niezalegająca, wyróżnia się również jej interesujący, pestkowo-trawiasty charakter. Niestety, na finiszu pojawia się sporo rozgrzewającego alkoholu, który pozostawia niezbyt przyjemny posmak. Wysycenie jest za to na średnim, dość neutralnym poziomie. 

Niektóre imperialne IPA można łatwo pomylić z "podstawowymi" AIPA. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy mocniejsza goryczka równoważy się ze wyższą, słodową pełnią, tworząc złudzenie lekkości i pijalności. Złoty Strzał nie wpisuje się w ten trend i nawet z zawiązanymi oczami łatwo by było zgadnąć, że jest to właśnie Imperial IPA. I to całkiem smaczne, mimo wyczuwalnych procentów, choć tylko dla miłośników chmielowych wrażeń.

środa, 25 lutego 2015

Perun Droga do Prawii - pszenicznym traktem



Piwna ofensywa browaru Perun trwa. Nie minęły jeszcze dwa miesiące 2015 r. a oni już wypuścili cztery nowe piwa. Jednym z nich jest Droga do Prawii. Zobaczmy dokąd ta droga nas doprowadziła.

Musiałem się trochę naszukać, żeby dowiedzieć się czym owa Prawia jest. Oczywiście Perun po raz kolejny nawiązuje do mitologii słowiańskiej. Tym razem jednak sięgnięto głębiej, do dawnych wierzeń mieszkańców naszych ziem. Prawia jest konstruktem ze słowiańskich legend podobnym nieco do greckiego logos. Prawia do siła sprawcza, która kieruje wszystkimi siłami: ruchem, światłem i życiem. Jest ona jednym z trzech elementów trójdzielnego świata. Innymi jego elementami są: Jawia (to co jawne i rzeczywiste - materialne) i Nawia (to co niejawne - kraina duchów, mar i rzeczy nadprzyrodzonych). 

Browar Perun chce dostać się do tego niedostępnego śmiertelnikom świata ;) Droga do Prawii to piwo w style amber weizen. Jest to połączenie klasycznego niemieckiego weizena i american amber ale. Nie jest wyróżniany przez żadną klasyfikację ale pojawia się czasami na rynku. Piwa ma mieć aromaty właściwe dla weizena (banany i goździki) a jednocześnie karmel w smaku. 

Do uwarzenia piwa użyto słodu pszenicznego, pilzeńskiego, pszenicznego karmelowego, karmelowego oraz płatki żytnie. Piwo nachmielono Ilungą i Sybillą. Zadano drożdży WB06. Parametry piwa to: ekstrakt 13%; alkohol na poziomie 5, 6 proc.


Piwo ma barwę brązową i jest nieprzejrzyste. Piana niezbyt wysoka, w kolorze brudnej bieli z drobnymi pęcherzykami. Nie utrzymuje się zbyt długo i pozostawia drobną koronkę. 

Aromaty faktycznie bananowe i goździkowe. Również inne fenole pochodzące od przypraw są obecne. Trzeba przyznać, że są one całkiem intensywne, trochę brakuje aromatów karmelowych a całość przypomina nieco hefe-weizena. 

W smaku wyraźnie czuć słodycz bananów i goździki, Tutaj karmelowość jest też raczej subtelna, ale ciekawie współgra z akcentami weizenowymi. Smak jednak znowu nieco podobny do hefe-weizena, może za mało słodów karmelowych? Poza tym żyto nadaje piwu ciała i gładkości. Goryczka niemal niewyczuwalna. W całości piwo raczej lekkie w odbiorze i całkiem orzeźwiające. 


Czy Perun odnalazł drogę do Prawii? Piwo jest trochę bardziej "weizen" niż "amber". Brakuje mi w nim karmelowości (chociaż wtedy z kolei mogłoby być zbyt słodkie). Przez to może kojarzyć się z hefe-weizenem ze względu na intensywność bananów i goździków. Niemniej jednak piwo nie ma żadnych technicznych wad i należy je uznać za udane. Zresztą może Perun pokusi się o drugą warkę gdzie "amberowość" będzie trochę wyraźniejsza - za co trzymam kciuki.

sobota, 14 lutego 2015

Perunowe kranoprzejęcie w Samych Kraftach

Przymusowy, sesyjny odwyk od wizyt w stołecznych multitapach mogę uznać za zakończony. Przynajmniej na jakiś czas. Początek wolności dość nieoczekiwanie zbiegł się z datą, której obawiają się wszyscy przesądni - trzynasty dzień miesiąca wypadł tym razem w piątek.

Zgodnie z myślą przewodnią pewnej reklamy, która głosiła że najwięcej wypadków zdarza się ponoć w domu, zdecydowałem że lepiej nie kusić losu i tego właśnie dnia w domu zbyt długo nie siedzieć. A okazja do wyjścia była bardzo dobra - kranoprzejęcie Samych Kraftów przez browar Perun i premiera najnowszego piwa tego browaru, czyli Oblewania Perperuny.

Jak wytłumaczył nam piwowar, oblewanie Perperuny to tradycja, która żywa była szczególnie we wschodniej części ziem zamieszkiwanych przez Słowian. Sama Perperuna była żeńskim bóstwem związanym oczywiście z Perunem (podobieństwo nazw nie jest przypadkowe), a owo "oblewanie", wbrew swej nazwie, nie było dawnym odpowiednikiem lanego poniedziałku, a polegało na smaganiu gałązkami młodej dziewczyny przybranej w kwiaty i zieleń. Rytuał ten miał jakoby sprowadzać deszcz w suchych i ciepłych miesiącach roku. Co ciekawe, podobna tradycja, znana pod nazwą Peperuda, była jeszcze do niedawna popularna w bułgarskich wsiach.

Piwo wypadło moim zdaniem bardzo dobrze. W aromacie i smaku wyraźne są akcenty belgijskich drożdży, wnoszących charakterystyczną woń przypraw i suszonych owoców. Oblewanie Perperuny jest przy tym niezwykle pijalne i łagodne, nie powinno więc zrazić do siebie osób, które za fenolami w piwie nie przepadają.

Tyle tytułem przydługiego wstępu. Czas na kilka zdjęć z kranoprzejęcia.

Główny bohater wieczoru - Oblewanie Perperuny








Prototyp stawiał opór przy nalewaniu ;)


Ale w pełnej krasie wyglądał świetnie ;)


Adam Czogalla tłumaczy pochodzenie nazw swoich piw






Były także niespodzianki ;)












A oto i niespodzianka - Noc Kupały w wersji mniej chmielonej


Czyżby nowości? ;) 




Licho nie śpi bo trzyma pianę








piątek, 13 lutego 2015

Perun Orzechowy Gaj - Anglik w słowiańskim lesie


Współczesny brown porter to styl jakże odległy od naszych rodzimych porterów bałtyckich. Zdecydowanie łagodniejszy, nie tak intensywny w smaku i oczywiście nie tak mocny. Jak z tym brytyjskim, nieco "flegmatycznym" stylem poradzili sobie szaleni Słowianie z browaru Perun?

Historia brytyjskich porterów jest dość ciekawa. W XVIII wieku, w Londynie pojawiło się piwo Entire, co przetłumaczyć można jako "pełne". Miało ono łączyć cechy świeżych i dłużej leżakowanych piw, co wynikało ponoć z innego niż dotychczas sposobu produkcji. Ze źródeł wynika, że tradycyjnie z jednego zasypu uzyskiwano zwykle trzy brzeczki, z których Anglicy warzyli piwa różnej mocy. Entire miało natomiast powstawać z ich połączenia dając w efekcie piwo treściwe, aksamitne i bardzo pijalne.

No dobrze, ale skąd w takim razie nazwa porter? Najprawdopodobniej od pracowników portowych - robotników i tragarzy, którym nowe piwo niezwykle posmakowało. Nic dziwnego, było wszak niedrogie, a przy tym pełne i dość kaloryczne, co w epoce ciężkiej, ręcznej pracy bez pomocy maszyn nie pozostawało bez znaczenia. Następnym razem gdy zobaczę budowlańców wybierających się z samego rana po piwo do osiedlowego sklepu będę pamiętać - oni kontynuują wielowiekową tradycję ;)

Tyle historii, sprawdźmy jak ten klasyczny styl wypada w interpretacji browaru Perun. Z butelki ozdobionej świetną etykietą (urocza wiewiórka!) do szklanki wlewa się niemal czarny płyn. Miejsca na pianę nie zostawiałem i słusznie, bo praktycznie się nie pojawiła, pozostawiając jedynie niewielki krążek dookoła ścianek szkła. Wybaczcie brak teku, czy innego sniftera, ale nie będę zabierać szkła w podróż do rodzinnego domu.

W aromacie można wyczuć mocno zaakcentowane palone słody, ciemną czekoladę, nieco przypraw korzennych, a także oczywiście orzechy. Orzechowy Gaj pachnie bardzo przyjemnie, wręcz intrygująco i pod względem zapachu z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom ciemnych piw.

Złożony aromat nie jest niestety odzwierciedlony w smaku, w którym dominuje paloność, jest nieco karmelu i czekolady, a na finiszu pojawiają się też orzechy. Niestety, intensywny zapach nie koresponduje z łagodnym, wręcz nieco wodnistym smakiem. Spodziewałem się zdecydowanie więcej, choć ta zachowawczość smaku sprawia, że piwo pije się bardzo szybko i łatwo. Goryczka nie jest szczególnie wysoka i ma przyjemny, ziołowy charakter. Wysycenie jest dość niskie, co akurat w tym stylu pasuje w sam raz.


Z wizyty w Orzechowym Gaju wrażenia mam mieszane. Aromat zapowiadał bogate, bardzo ciekawe piwo, które w rzeczywistości okazało się pijalne, ale dość puste i po prostu... nudne. Gdyby smak dorównywał zapachowi byłoby świetnie. Teraz jest tylko dobrze. 

piątek, 12 grudnia 2014

Duby Smalone - przepraszam czy tu dymią?

W Polsce się dymi! Z tego założenia wychodzi coraz więcej browarów rzemieślniczych, które śmiało eksperymentują z wędzonymi słodami. Do tej grupy dołącza Perun. Z jakim skutkiem?

Browar Perun, którego piwa miałem już okazję recenzować (tu i tu), zawsze urzeka etykietami i historią opowiedzianą wokół swoich piw. Prasłowiańskie klimaty, pogańscy bogowie i obrzędy, a przede wszystkim świetne projekty etykiet - to z pewnością zachęca żeby z półki zabrać właśnie piwo z browaru Perun. Przynajmniej mnie. Nie inaczej jest w przypadku Dubów Smalonych.

Piwo już samą nazwą i grafiką na etykiecie sugeruje z czym będziemy mieć do czynienia. Oczywiście z wędzonką! W tym przypadku z wędzoną wersją stylu roggenbier, czyli klasycznego, niemieckiego piwa żytniego górnej fermentacji. Byłem bardzo ciekawy jak uda się połączyć żytnią zbożowość, a także aromaty goździków i bananów z "szynkową" wędzonką. Przyznacie, że połączenie wydaje się być karkołomne, ale też ciekawe.



Niestety, znów nie znalazłem w sklepie piwa bez zniszczonej etykiety. Szkoda, bo grafika prezentuje się bardzo dobrze, jak zwykle z resztą. Czy tylko ja mam takiego pecha? Ale przejdźmy już do samego piwa. Jest ono bardzo gęste, mętne, pełne wszelkiego rodzaju pływających farfocli. Nie przestraszcie się, to normalne w tym stylu. Kolor zbliża się do brązowego, ze złotym poblaskiem. Piana syczała chwilę i znikła niemal całkowicie, cóż... 

W zapachu spodziewałem się zdecydowanej wędzonki. Niestety, żądzą tu banany i goździki, a szynki jak na lekarstwo, choć po dłuższej chwili można się jej doszukać. Sam zapach jest przyjemny, jednak skoro to smoked roggenbier to przydałoby się nieco więcej tego "smoke".

W smaku piwo jest przede wszystkim zbożowe, dość cierpkie. Są tu też banany i świetna, charakterystyczna dla piw warzonych z użyciem żytnich słodów, aksamitność i oleistość. Wędzonka jest wyczuwalna, ale znów na dość niskim poziomie. Szkoda, bo zdecydowanie nie zaszkodziłoby, gdyby było jej w tym piwie dużo więcej. Goryczka jest w sam raz, ma przyjemnie ziołowy charakter i zbytnio się nie narzuca. Co ciekawe, finisz odebrałem jako lekko słony.


Piwo i modelarstwo ;)

Nie jestem może największym fanem dymu w piwie, ale raz na jakiś czas wędzonki napić się lubię. Niestety, Duby Smalone nie zaspokoiły mojego apetytu. To naprawdę dobre piwo, brak w nim wad, pije się je lekko i przyjemnie. Problem w tym, że nie dlatego po nie sięgnąłem. Dlatego apeluję do Browaru Perun - Nie bójcie się trochę podymić! Potencjał naprawdę jest spory.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Noc Kupały - stout czy nie stout?

Bywa, że piwo wymyka się ramom sztywnego stylu, a piwowar decyduje się na eksperymenty które sprawiają, że jego dzieło ciężko jest jednoznacznie zakwalifikować. Tak jest w przypadku Nocy Kupały z browaru Perun, które choć określone jako Foreign Extra Stout, tak naprawdę ma z tym gatunkiem niewiele wspólnego. 

Tradycyjnie FES to mocniejsza, przeznaczona na eksport, wersja irlandzkiego stoutu. W piwie uwarzonym w tym stylu powinny dominować smaki pochodzące ze słodów, w tym palonych, a także owoce i dość wysoka goryczka. Nuty chmielowe nie powinny być za to zbyt wyraźne. Piwowarzy z browaru Perun zdecydowali się jednak na autorską interpretację tego stylu i do Nocy Kupały zdecydowali się dosypać dużej ilości polskiego chmielu, zarówno na goryczkę, jak i na smak oraz aromat. 

Jak wspominałem już przy recenzji Serca Dębu, bardzo podobają mi się wzory na etykietach piw z tego browaru. Nie inaczej jest i w tym wypadku. Do ciemnego piwa pasuje czarno-złota etykieta i wzór kojarzący mi się z liśćmi lub płomieniami, a więc jak najbardziej pasujący do słowiańskich obrzędów towarzyszących najkrótszej nocy w roku. Etykietom nie zaszkodziłoby jednak użycie nieco większej ilości kleju - w moim egzemplarzu zaczęły odklejać się rogi i jak słyszałem, nie jest to jednostkowy problem.

Czarna etykieta koresponduje z barwą piwa
Piwo okazuje się mieć nieprzejrzyście i głęboko czarny kolor, choć pod światło można dojrzeć nieco ciemnobrązowych przebłysków. Piana ma barwę beżową i złożona jest z drobnych pęcherzyków. Początkowo jest wysoka i puszysta, z czasem opadając do kożucha, który utrzymuje się właściwie do końca, a na dodatek ładnie zdobi szkło. W kolorze i pianie nie ma więc specjalnych niespodzianek.

Zapach tego piwa to już zupełnie inna historia. Noc Kupały zaskakuje wyraźnym, żywicznym i ziołowym aromatem pochodzącym z użytych chmieli. Wyczuwalne są nuty kawowe i palone, jednak w stopniu znacznie niższym niż to zwykle bywa w stoutach.

W smaku Noc Kupały również nie przypomina typowego przedstawiciela stylu. Przy wzięciu piwa do ust, jego smak skojarzył mi się ze słodką kawą, choć po chwili pierwsze skrzypce zaczęły grać iglaste, żywiczne smaki polskich chmieli. Na finiszu rządzi za to gorzka czekolada i kwaskowość, które ciekawie równoważą to piwo, a wraz z jego ogrzewaniem stają się coraz bardziej wyraźne. Lekko wyczuwalny alkohol nie przeszkadza, nadając Nocy Kupały rozgrzewającego charakteru. Goryczka jak na stout jest dość wyraźna, choć dobrze wkomponowana w całość, podobnie jak niskie wysycenie.

W tym kontekście nazwę piwa, które premierę miało przecież jesienią, kiedy bliżej do święta dziadów niż nocy kupały, uważam za trafną. Leśne nuty wnoszone przez polskie chmiele i rozgrzewający alkohol faktycznie przywodzą na myśl ciepłe, letnie noce spędzane na łonie natury. 

Nie wiem czy słusznie Noc Kupały określono jako Foreign Extra Stout, gdyż jego zdecydowana chmielowość w aromacie i smaku, a także spora goryczka, zbliża go do stylu black IPA. Nie szufladki są jednak istotne, a fakt że browar Perun stworzył piwo bardzo smaczne i pijalne, idealne na chłodne, jesienne wieczory.

niedziela, 5 października 2014

Serce Dębu - American Brown Ale

Brown Ale nie jest stylem nadmiernie eksploatowanym przez polskie browary rzemieślnicze i bardzo dobrze, że browar Perun zdecydował się na stworzenie właśnie takiego piwa, zwłaszcza w obliczu nieuchronnie nadciągającej jesieni. Czy jednak udało się stworzyć piwo bardzo dobre? Za chwilę się przekonamy.


Browar Perun nazwami swoich wyrobów nawiązuje do słowiańskiej mitologii i dawnych wierzeń ludów zamieszkujących na terenach współczesnej Polski. Moim zdaniem to spójna i ciekawa koncepcja, zwłaszcza w połączeniu z bardzo dobrymi, czytelnymi ale jednocześnie ciekawie zaprojektowanymi etykietami. Problemem były krawatki, które w kilku zakupionych przeze mnie piwach z tego browaru były naklejone krzywo lub niestarannie, jednak na szczęście zdecydowano o rezygnacji z tego dodatku.

Świetne etykiety to zdecydowanie mocna strona browaru Perun

Przechodząc już do samego piwa, pierwsze co uderza w nos po otwarciu butelki to zapach palonych słodów kojarzący się ze skórką chleba, karmelu i suszonych owoców. Wydaje mi się, że aromat owocowy najbardziej zbliżony był do zapachu śliwek lub rodzynek. Aromat tego piwa można ocenić na plus, jednak wydaje mi się, że mógłby być nieco bardziej intensywny i wyraźny. Po przelaniu do szklanki okazało się, że piwo ma kolor ciemnej herbaty, lekko przełamanej czerwienią. Serce Dębu nie zachwyca pianą, która ma co prawda ładny, kremowy kolor ale nie tworzy się zbyt wysoka i dość szybko zanika. 

Czas na najważniejsze, a więc smak. Pierwszy łyk bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, gdyż dwoma dominującymi smakami okazał się mocno wyczuwalny orzech i kawa, nadająca lekkiej kwaskowości. Po ogrzaniu piwa, ujawniły się wyraźne nuty karmelowe i pochodzące z palonych słodów. Jako fan stoutów muszę przyznać, że smak ten zrobił na mnie dobre wrażenie i lekko nawiązywał właśnie do tego stylu. Niestety muszę przyczepić się do goryczki, która w pierwszej chwili jest przyjemna i orzechowa w odczuciu, jednak zostaje na długo w ustach i ostatecznie może zmęczyć osoby mniej przyzwyczajone do gorzkich piw. Dobrze dobrane jest z kolei wysycenie, które pozostaje na średnim poziomie.

Podsumowując, muszę przyznać, że Serce Dębu to udane piwo, które przy okazji następnych warek mogłoby być jednak nieco poprawione. Myślę tu zwłaszcza o zalegającej goryczce, pozostającej na długo na podniebieniu, a także o aromacie, który mógłby być bardziej zdecydowany. Browar Perun zrobił jednak kawał dobrej roboty i z pewnością przy najbliższej okazji powrócę do mrocznych, słowiańskich lasów aby napić się Serca Dębu.