środa, 26 sierpnia 2015

Port Brewing High Tide Fresh Hop IPA - Jubileuszowo


Z okazji 500 polubień na fejsbuku zrobiliśmy coś specjalnego - nagraliśmy film z degustacji nietypowego piwa. Dlaczego nietypowego? High Tide to IPA pochodzące z browaru Port Brewing z San Marcos w Kalifornii i jest nachmielone na zimno szyszkami chmielu Simcoe i Centennial. Jak wypada na tle polskich interpretacji stylu? Czy warto pić mocno nachmielone piwa zza oceanu? O tym wszystkim rozmawiają Mateusz i Maciek.



piątek, 10 kwietnia 2015

Kraftwerk M16 - Czas cytrusowej apokalipsy

O ile ciemne piwa, uwarzone przez kontraktowców z Kraftwerku, spotkały się raczej z ciepłym przyjęciem, to browar wciąż miał coś do udowodnienia w kwestii piw jasnych. Panzerfaust według wielu okazał się niewypałem, być może to M16 będzie więc bronią, która pomoże Ślązakom pokonać ciążące nad nimi fatum.


Tym razem Kraftwerk nie daje pola do popisu żartownisiom, którzy mieli używanie przy okazji premiery Panzerfausta. Trochę szkoda, zabawnie byłoby gdyby piwo nazywało się na przykład HK G36. Ślązacy tym razem zwrócili się jednak ku Ameryce i nazwę swojego piwa zaczerpnęli z dorobku tamtejszej techniki wojskowej. M16 to broń na pewno znana nie tylko fanom militariów, ale i filmów czy komputerowych gier wojennych. 

Przyglądając się etykiecie od razu przychodzą mi na myśl filmy, takie jak Full Metal Jacket, Pluton czy Czas Apokalipsy. Trochę wstyd się przyznać, ale przypomniały mi się też Jaja w tropikach, które mimo brawurowej obsady, były filmem, cóż... niezbyt dobrym. Karabin M16 zapamiętałem też z fantastycznej gry Vietcong, piekielnie trudnej i dość realistycznej, jak na tamte czasy, strzelaniny. Ile ja czasu spędziłem przy tej grze! Początkowo gracz miał w niej dostęp głównie do sprzętu pamiętającego czasy II Wojny Światowej, ale gdy do arsenału dołączył M16, walka z siłami Vietcongu o panowanie w Wietnamie stawała się chociaż nieco prostsza.

No właśnie, Wietnamie. To właśnie tam swój debiut bojowy (z kronikarskiego obowiązku dodam, że niezbyt udany) zaliczył karabin M16. Tymczasem browar Kraftwerk do uwarzenia piwa użył chmieli Sticklebract, Rakau, Galaxy i Kohatu, pochodzących z Australii i Nowej Zelandii, a więc krajów, które geograficznie są od Wietnamu całkiem odległe. I w tym momencie mógłbym zacząć się czepiać, gdyby nie pewien nietypowy dodatek. Otóż w piwie M16 znalazła się trawa cytrynowa, bardzo popularna w Azji południowo-wschodniej i często tam wykorzystywana, głównie w kuchni. Byłem przy okazji bardzo ciekawy, w jakim stopniu dodatek ten, znany raczej z wietnamskich restauracji, wpłynie na aromat piwa, a także czy zapach trawy wybije się ponad tropikalną owocowość chmieli rodem z antypodów. 

Piwo okazuje się mieć kolor gdzieś pomiędzy ciemnym złotem, a głęboką pomarańczą. Jest też wyraźnie zmętnione. Buduje się nad nim biała piana, która może nie jest szczególnie wysoka, ale za to zbita, kremowa i bardzo trwała. Konsystencją przypomina wręcz ubitą śmietanę.

Panzerfaust straszył aromatem maślanki i (w sumie zgodnie z nazwą) żelaza, dlatego wszystkich zaniepokojonych uspokajam - piana jest jedynym aspektem tego piwa, który nawiązuje w jakikolwiek sposób do śmietany, czy szerzej, nabiału. Żelastwo również się nie pojawia, podobnie jak inne wyraźne i uciążliwe wady. Można jedynie wyczuć delikatny aromat siarki, który na szczęście nie występuje w natężeniu utrudniającym zachwycanie się zapachem M16. A jest się czym zachwycać! Aromaty tropikalnych owoców i cytrusów, zwłaszcza mandarynek, ścinają z nóg niczym karabinowa seria. Domyślam się, że pewien udział w tej intensywności ma trawa cytrynowa, choć w tej feerii zapachów trudno ją wyizolować.

Smak M16 to prawdziwa eksplozja owoców. Są tu i brzoskwinie i mango, a także spora dawka cytrusów. Słody są zepchnięte zupełnie na dalszy plan, wobec czego piwo od początku do końca jest wyraźnie wytrawne. Owocowość daje o sobie znać jeszcze w goryczce, która ma grejpfrutowy charakter, jest mocna i zdecydowana, ale nie zalega na języku. Dzięki wytrawności i wspomnianej goryczce, M16 jest bardzo orzeźwiające, wpasowując się w sam raz w panującą za oknem aurę. To piwo wydaje się wprost idealne na nadchodzące, coraz cieplejsze, wiosenne dni i w najbliższej przyszłości chętnie je powtórzę.

Ogółem, w przeciwieństwie do swojej militarnej inspiracji, piwo browaru Kraftwerk to konstrukcja bardzo udana, o mocno owocowym charakterze i świetnych właściwościach orzeźwiających. Jeśli mowa o tej wersji M16, zdecydowanie jestem zwolennikiem swobodnego i powszechnego dostępu do broni.

środa, 10 grudnia 2014

Ciechan AIPA - Umarł król, niech żyje...


Król? Ciechan Grand Prix odchodzi w niesławie. Początkowo było to piwo świetne, ale wraz z kolejnymi warkami forma zaczęła wyraźnie spadać. Doszło też do sporu z Czesławem Dziełakiem, twórcą oryginalnej receptury. Ostatecznie, końcowe warki tego piwa były zupełnie niepijalne i smutno zalegały na sklepowych półkach.

Prawa do warzenia Grand Prix w końcu na szczęście wygasły. Wielu spekulowało na temat rychłego uwarzenia przez Ciechana własnego IPA w amerykańskim stylu i cóż, nie minęło wiele czasu, kiedy takie właśnie piwo pojawiło się w sklepowych półkach. Co bardziej złośliwi wysnuli z tego teorię, jakoby nieprzypadkowo jakość ostatnich warek Grand Prix była aż tak słaba. Ile w tym prawdy? Zapewne tyle co zwykle w teoriach spiskowych.

Chcąc nie chcąc, musiałem więc przyjrzeć się Ciechanowi AIPA w kontekście jego bezpośredniego poprzednika. Moje oczekiwania były duże, w końcu pierwsze warki Grand Prix należały do najlepszych polskich AIPA jakie kiedykolwiek piłem. Niezależnie czy z beczki, czy z butelki, piwo sygnowane nazwiskiem Czesława Dziełaka zawsze spełniało pokładane w nim nadzieje. Jednocześnie obawiałem się, czy Ciechan nie pójdzie na przysłowiowe skróty, po prostu kopiując recepturę Grand Prix, albo czy nie przytrafią się problemy z kontrolą jakości, jak to czasem bywa w browarach Marka Jakubiaka (o kontrowersjach związanych z tą postacią możecie przeczytać tutaj). 

Na pierwszy rzut oka, Ciechan AIPA nie różni się właściwie niczym od swojego poprzednika. Etykieta jest identyczna, zastąpiona została jedynie nazwa! Nie podoba mi się taki krok, sugerujący jawną chęć podczepienia się pod popularność Grand Prix. Na szczęście powtórki nie mamy w przypadku surowców użytych przy warzeniu piwa.

W przypadku AIPA zwiększono ekstrakt początkowy z 15,5% do 16,5% wag. pozostawiając alkohol na tym samym poziomie 5,4% obj. Pamiętacie co to oznacza? Tak jest, teoretycznie piwo powinno być dzięki temu nieco pełniejsze. Użyto nieco innych słodów, a także niektórych chmieli, jednak nie są to zmiany rewolucyjne w stosunku do poprzednika. 


Piwo ma ładną bursztynową barwę i nie jest do końca przejrzyste, czyli jest jak najbardziej zgodne ze stylem. Pozytywnie zaskakuje gruba, gęsta piana która zdobi szkło i w czasie picia opada do niewielkiego kożuszka. Można rzec, że pod względem wizualnym Ciechan AIPA wypada perfekcyjnie.

W zapachu z kolei, piwo charakteryzuje się wyraźnymi aromatami chmielowymi. Dominują tutaj cytrusy, owoce tropikalne, ale też sporo jest nut żywicznych i iglastych. Takie żółto-zielone zapachy są typowe dla AIPY. Na tej ładnej palecie widzę maleńką plamkę, w postaci lekko wyczuwalnej nuty rozpuszczalnika. Trzeba się jej naprawdę długo doszukiwać i kiedy o niej zapomniałem, zupełnie nie przeszkadzała w piciu.

Pierwszy łyk i... nie jest źle! Karmelowa słodycz miesza się z cytrusową kwasowością. Niestety po tym niezłym wstępie atakuje goryczka, może niezbyt intensywna, ale wyraźnie ziołowa i alkoholowa. Nie jestem wrażliwcem i lubię gorzkie piwa, ale zdecydowanie preferuję goryczkę o bardziej cytrusowym odczuciu. Wydaje mi się, że wysycenie jest nieco za niskie, choć być może czepiam się już szczegółów.

Trzeba przyznać uczciwie, że postęp w stosunku do ostatnich warek Grand Prix jest znaczny. Do poprawki jest niezbyt udana goryczka, martwi też obecność wad sygnalizujących kłopoty z kontrolą jakości. Mimo wszystko, po przełknięciu kilku łyków, da się do tego piwa przyzwyczaić i nawet czerpać przyjemność z jego picia

Czyżby więc nowy król? Na dzień dzisiejszy - niekoniecznie. Całkiem przyjemna AIPA z szansą na bycie bardzo smacznym i łatwo dostępnym piwem - i owszem.